Sora tamten avatar mi się zepsuł...i teraz jestem tym samym Revem w innej postaci :D. Jako że nie jestem wtajemniczony, uznajmy że się szlajałem za wami a teraz jestem tam gdzie wy i wszystko jest git
----------------------------------------
Reiver spokojnie czekał az się rozwinie akcja...sam milczał i się zastanawiał : "A gdyby tak na przykład wcielić się w tego szpiega ?Tak zrobię"
- Mam pomysł - szpenął do Robin, machając przy tym palcem aby podeszła. Robin niechętnie wstała i nadstawiła ucho - Wciele się w szpiega i pójdę do Lobo dam mu fałszywe informacje, a potem ucieknę, powiedz to reszcie grupy a ja się zajmę swoim....
Rev podszedł do szpiega chwycił go za ramię i wyszedł poza karczmę. Rozejrzał się na ulicach nikogo nie było. Bez słowa wgryzł się szpiegowi w szyje, poczym zaczął wkładać swoje ręce w jego, swoje nogi w jego i tak z każdą cześcią ciała. Gdy był już całkowicie szpiegiem zajrzał do jego duszy aby spojrzeć na informacje...Jego zdumienie nie miało końca...Szybko wrócił do karczmy w której siedziała jego grupa < wiedząca już o całym zajściu >.
- Lobo tu jest...i nie jest sam...- szepnął Rev
cdn.
brpg : gracz brpg : Rev 2004-12-19 12:48:29
skomentuj (2)

-No to mampy proplem...- mruknela Robin.
-Ja jestem ciekawa czego on tak naprawde od nas wszystkich chce... moj brat z nim od zawsze walczy, wiec sie ucieszy ze jednak nie kipna... on ma obsesje ==; Val i Ana i Ci dwaj... jak oni mieli... a tak... Wolverine i Acruald to... maja z nim na pienku... bo prawie przez nich kipna. A co do Mar i Nako to nie mam zielonego pojecia...
Po calej dluuuuuugiej wypowiedzi opadla na krzeslo (czyt. rozsiadla sie^^).
-Heh... A tak w ogole to jak to mozliwe ze krew Lobo pozwala wychodzic innym wmapirom na siwatlo dzienne, a jego samego Tobi nigdy nie widzial za dnia?...
Zwrocila sie w strone Val i Any.
brpg : gracz Robin 2004-09-06 22:01:04
skomentuj (7)

Rycerze zaprowadzili grupę do miasta. Wszyscy poszli do karczmy. Alucard i Wolverine zostali na zewnatrz, nagle zauwazyli ze ktos ukrywa sie za drzewem. Schwytali takjemniczą postać i wepchnęli ją do karczmy, ową postacią był chudy mężczyzna z blizną na twarzy i potarganymi rudymi włosami. Okazało się, że jest szpiegiem Lobo Valeriousa. Zarzekał się że nie zdradzi swojego pana, jednak gdy poczuł sztylet na swojej szyi wszystko wyśpiewał. Okazało się, że Lobo choć bardzo osłabiony, lada chwila odzyska siły. Szpieg miał za zadanie śledzić grupę śmiałków.
[to na zgode Robin, sorry za tamto, zapomnijmy o tym, nie mialysmy na celu klocic sie z toba, ponioslo nas]
brpg : gracz Valshazeera, Anathema, Alucard i Wolverine 2004-08-28 22:20:17
skomentuj (2)


Nakomi ledwie umknęła przed gradem strzał. Ale to nie wystarczyło....one poprostu były wszędzie... Mogła się jedynie pocieszać i tak słabnącą już tarczą Robin.
-Cholera!!! Skąd to gówno się wzięło? -zaczęła wrzeszczeć -weźcie coś zróbcie!!
Ale to było porostu nie możliwe. Mnóstwo strzał.. a po chwili zaczęły lecieć palące się...
-Jasna cholera!!! Przeklęta inkwizycja!!!
Wszyscy byli przez jeszcze dobrą chwilę kompletnie zdezoriętowani, lecz gdy tarcza Robin powoli zaczęła znikać wszyscy złapali się za magię
Nakomi skącentrowała swą moc na wiejącym wietrze i siłą woli (z "małą" pomoca czarów) zaczęła zmieniać trajektorię lotu strzał.
Mar w lot pojęła co się dzieje i zmieniła się w potwora, wzbiła się w powietrze i po chwili wylądowała i przybrała swoją ładniejszą (sorry Mar:P) postać.
-I co?
-Oni wybrali się na nas jakby polowali na jakąś setkę cholernie niebezpiecznych wampirów!!!
Tarcza Robin mignęła raz.. potem drugi i całkowicie znikła...
Mimo iż strzały nadal nie leciały na nich zza drzew zaczęli wychodzić uzbrojeni po zęby ludzie.
Gdy Nako ich zobaczyła jęknęła tylko
-Łowcy... Czarni Łowcy... mamy kłopoty.. i to duże...
-Czarni Łowcy? -spytała Robin -nigdy nie słyszałam
-Buhahaha... jasne że nie słyszałaś ale często widziałaś w akcji.... ja jestem Czarnym Łowcą...
-Ty? No to problem z głowy -uśmiechnęła się szyderczo Anathema
-Taak? Ja mam tylko zaliczone pirwsze pięć poziomów... dalej mieszańcom nie wolno... a ze mną miałabyś spore kłopoty w walce... a oni... na oko poziom dziewiąty mają
-Taak.. ale niezauważyłaś czegoś skarbie -zaczęła Mar -oni są uzbrojeni jak na wojnę.. może i są silni... ale tracą na szybkości
Nakomi tylko się zaśmiała szyderczo i wystąpiła do powoli podchodzącego mężczyzny
-No no no... kogo my tu mamy... Czarna Dama.....-zaczął gostek
-Martin... heh.. kopa lat -uśmiechnęła się Nakomi...z wyraźną ulgą
-Chłopaki... chwilowo nie atakujcie -krzyknął na towarzyszy Martin -no więc Nakomi .. powiesz mi co tu robisz??
-Ach.. Wilku... Polowałam na nią -wskazała na Mar, która wyszczeżyła kły w pogardzie
-No no no... Marishka... szukałem spryciary przez trzy lata... z przyjemnością będzie mieć jej kły na wisiorku^^
-Eh... Martin obawiam sie że nic z tego...
-Co?
-Dług wdzięczności...- Nakomi wiedziała że nie musi przyjacielowi nic tłumaczyć
-Nako... wytłumaczysz nam to?-spytała się Robin
-Nako?... Czarna Dama... Nako?? -Martin wybuchnął śmiechem... -poważnie??
-I co w tym dziwnego -spytała wojowniczo Robin
-Bo ostatnio jak się widzieliśmy.. kiedy to było? Aha.. na zlocie łowców.. stary kumpel podrywał Nakomi i zdrobnił jej imię... teraz biedaczek nie może już mówić.. nie wspominając o tym że nic nie widzi...
-Martin weź... to są stare dzieje...
-Heh... niby...
-A co ty tu robisz -Nakomi wiedziała że stąpa teraz po bardzo kruchym lodzie... trzeba się teraz bardzo ostrążnie poruszać.. bo się załamie.. reszta chyba zrozumiała powagę sytuacji i siedziała względnie cicho.. nie licząc mściwych przekleństw z ust Mar i ciekawskich pytań Robin.
-Rozkazy Nakomi... Mamy złapać wałęsające się po lesie wampiry...
-E... a nie da się jakoś tego załatwić.. hm.. dyplomatycznie... wiesz my się stąd wyniesiemy... wy powiecie że nie żyjemy..
-Ech... Nakomi.. wiesz może by i coś się dało...
-Nic z tego Martin! -z szeregu wyłonił sie mężczyzna... Nakomi na początku go nie poznała ale po chwili
-Serpens!!
-Witaj Czarna Damo... Kopa lat -wysyczał wściekle...
Valshazeera poruszyła się niespokojnie... tak jak wszyscy wyczuła że od tego człowieka bije takie zło i nienawiść że trudno było to popisać słowami...
-Pamiętasz...Blackhart... mamy porachunki.... sprzed lat... pewne niedokończone sprawy...pamiętasz??
-Jasne... Serpens... cały czas niepotrafisz się pogodzić z porażką??
Serpens zjeżył się i siegnął po broń. To samo uczyniła Nakomi
-Nie zapominaj Czarna Damo.. ja w przeciwieństwie do ciebie mam dziewiąty poziom...
-Co nigdy nieprzeszkodziło mi w pojedynku z tobą...
Martin stanął z uśmiechem i gestem zatrzymał wszystkich swoich kamratów... Zatrzymał tez Robin, która gotowa była natychmiast pomóc Nakomi
-To jej pojedynek -szepnął cicho i uśmiechnął się.. nie martw się... raz go pokonała.. teraz też w nią wierzę...
Nakomi uśmiechnęła się do swojego przeciwnika, uśmiechem, którego nie powstydziłby się żaden szanowany sadysta...
Serpens zaatakował pierwszy.
Teraz wszyscy zrozumieli ten szyderczy śmiech Nakomi kiedy Mar skomentowała ich sybkość. Serpens był szybki. Piekielnie szybki. Nakomi ledwo parowała jego ciosy. Widać było iż ciężka zbroja osłaniająca ciało Serpensa w niczym mu nieprzeszkadza. Jednak już pochwili zrozumieli co znaczy bycie Czarnym Łowca.. i do tego pół wampirem pół elfem. Wampirza siła bardzo pomogła Nakomi, a elfia zręczność dopełaniała obrazy wyrównanej walki. Ciosy były zadawane tak szybko iż trudno było zauważyć kiedy i gdzie padnie cios. Pchnięcie, cięcie, parowanie i znów. Nagle Ana krzyknęła
-Uwaga!
Ale było za późno. Serpens użył magii i jednym celnym ruchem ręki posłał Nakomi na łopatki.
-S*kinsyn!! -warknęła Nakomi -oszukujesz
-A czy ktoś wspominał że to ma byc równa walka??
-Pieprz się! -warknęła Nako
-Z przyjemnością.. mogę z tobą? -spytał się ironicznie i przystawił miecz do krtani Nako -ostatnie słowo przed śmiercią??
-Powiem jedno... podczas podróży czegoś się nauczyłam... i teraz to wykorzystam
Serpens poniósł brew i powiedział tylko
-Nic ci to nie pomoże.
Reiver natychmiast zrozumiał o co Nakomi chodzi i przesłał telepatycznie towarzyszom wiadomość.."radzę zatkać uszy"
Nakomi wydarła się tak głośno i tak wysokim tonem że jak stwierdziła Robin.. gdyby nie zatknęła uszu straciłaby przytomność...co się stało z Serpensem. Przezył mały wstrząs
Nakomi zamknęła się, podniosła, wzięła miecz w ręce, kopnęła Serpensa, a gdy ten odzyskał przytomność mruknęła tylko
-Zdychaj -i przebiła mu mieczem serce.
Przez chwilę wszyscy wpatrywali się w Nakomi aż w końcu Martin wybuchnął gromkim śmiechem
-Cała Czarna Dama... Widze że jednak nic się nie zmieniłaś... nadal potrafisz zabić z zimną krwią...
Nakomi tylko się uśmiechnęła i włożyła miecz do pochwy [ale to zabrzmiało==]
-Ktoś jeszcze ma ochotę na pojedynek -warknęła zła Nakomi -ostrzegam, że oni -wskazała ręką na swoich towarzyszy -potrafią dużo.. jak nie więcej odemnie..
Uśmiech znikł z twarzy Martina
-Żartujesz??.. Przeciez o ile wiem... to ty byłaś najlepsza... chyba tylko Nauczyciel potrafił cię pokonać bez uciekania się do sztuczek i podstępów.
-Zawsze znajdzie się silniejszy -zacytowała słowa Nauczyciela Nakomi. Martin uśmiechnął się blado.
-Ma ktoś ochotę na pojedynek -zapytał swoich kamratów... jakoś żaden nie miał ochoty -Czarna Damo.. wiesz zależy nam na kasie i ... odprowadzimy was kawałek za miasto.. i lepiej tu nie wracajcie.. żadne z was... tutaj.. będziecie legendą....

_______
ej dziewczyny.. nie ma się o co kłócić....Przeciez fabuła jest spoko a same świetnie ją złozyłyście do kupy^^
brpg : gracz Nakomi... ale się rozpisałam... to się nazywa wena^^ 2004-08-14 20:38:01
skomentuj (3)

Robin nie słuchała ich rozmowy, usłyszała tylko jakiś szelest zza drzew, odwróciła się.
Potem już tylko widziała deszcz strzał. Jedna z nich przeleciała prosto koło jej ucha, a druga, zadrapała ją w ramie.
-Ej to nie porządku.- Powiedziała, łapiąc kolejną strzałę prosto przed nosem. – Nie znoszę pułapek. A te wampirzyce się dały nabrać!
Schowała się za krzakami obok Mar, Nakomi i Reivera.
-No to pięknie. – Mruknęła.
Wypowiedziała jakieś bardzo pokręcone zaklęcie i stworzyła tarcze, aby przez krzaki nie przedostawały się strzały. Wyjęła miecz i rozłożyła go na dwa mniejsze.
-To co robimy. Z nimi nie miałam do czynienia, wiec możecie mi powiedzieć dokładniej, co to za jedni...
----------
Przepraszam bardzo ale moja notka była na skraju lasu, a tam przypominam że byliśmy całą paczką, a Robin tylko zaproponowała aby wpaść do niej i zażartowała że jej brat stęsknił się za Mar. Nie wywaliłam nikogo z GRY!!! To jest RPG Mar, wiec po co mi pozwolenie Anathemy i jeżeli macie własną fabule to po prostu załóżcie własne RPG. Z chęcią bym sie przyłączyła. W ogóle to naszym celem było chyba zniszczenie Lobo, i wy to skończyłyście, a Robin nie znosi obecności wampirów, to sokro już go nie było, po co miała z wami siedzieć. Po za tym imiona się piszę z dużej litery, aby było pokazane że się ma jakiś szacunek do innych graczy!
brpg : gracz Robin 2004-08-13 19:03:26
skomentuj (2)

[robin, fajnie że nas tak po prostu wywaliłaś z gry... miałaś pozwolenie Anathemy by napisać ze czas się rozstać? No ale nic, podejmę się tego heroicznego wyczynu i spróbuję przywrócić nas do akcji...]
Anathema, Valshazeera, Wolverine i Alu postanowili wyjechać z lasu. Wampirzyce miały go serdecznie dość. Wrócili do karczmy i wynajęli dwa pokoje. Jednak nie mogąc się powstrzymać przed sporządzeniem magicznej mikstury, magiczka i wojowniczka nie zmrużyły oka przez cały dzień i siedząc w ciemnym pokoju z grubymi zasłonami warzyły magiczny wywar. Anathema starannie odważała składniki, łączyła je, przygotowywała i mieszała w określonych proporcjach. Natomiast Valshazeera rzucała zaklęcia, modły i odprawiała dawno już zapomniane egzorcyzmy nad miksturą. Około zmierzchu wywar był gotowy, jednak wampirzyce potrzebowały odpoczynku. Następnej nocy postanowiły świętować z partnerami, więc też nie użyły swojego wynalazku. Jednak szybko nadarzyła się ku temu okazja. Wyspane i wypoczęte zażyły magicznego eliksiru. Nie czuły żadnej różnicy. Może mikstura nie zadziałała? Już niedługo miały się o tym przekonać, bo oto na niebie widać było pierwsze promienie słońca. Tak dawno go nie widziały... zapatrzone w jego piękno nawet nie zauważyły, że światło nie robi im krzywdy. Po chwili magiczka krzyknęła.
- Ana! To działa! Udało nam się! Udało nam się! Udało... - krzyczała rzucając się na szyję przyjaciółce.
- Tyle czasu czekałyśmy! Jeszcze nie mogę w to uwierzyć! ? powtarzała z radości Anathema - czy ten eliksir ? spytała nagle - trzeba zażywać co noc?
- Nie, no co ty. Jak ja coś robię, to robię to dobrze! Już jednorazowe zażycie powoduje odporność. - mówiła dumna magiczka.
- Dobrze, że Wolverine nie potrzebuje tego specyfiku. - powiedziała z uśmiechem Anathema.
Tak rozmawiały i zachwycały się pięknem dnia, jakby odkrywając szczegóły życia dziennego na nowo. Około południa, postanowiły obejrzeć las. Gdy osiodłały konie, udały się w jego kierunku. Drzewa skąpane były w promieniach słońca i krajobraz nie wydawał się wcale taki złowieszczy. Minęły świątynię, która wydawała się teraz zwykłą ruiną. Przejechały las, oraz miejsce w którym spały Nako i Robin i wróciły do karczmy akurat o zmierzchu. Wypiły jakiegoś pijaka i udały się na spoczynek. Zapukały do pokoi, ale nikt nie odpowiedział. Pomyślały, że owo wczorajsze ?świętowanie? (nieprzespany dzień) dało się we znaki ich partnerom i po prostu jeszcze śpią. Miały rację. Valshazeera uchyliła drzwi i z uśmiechem na twarzy przywitała swojego ukochanego. Pocałunek nie trwał jednak długo, bo Anathema wbiegła nagle do pokoju.
- Zobacz co znale... - urwała.
- Eee... no... tego... co znaleźliście? - spytał w końcu Alucard.
- Znak Valeriousa! Taki jakim zawsze się podpisywał!
- Boże gdzie?! - zapytała wampirzyca.
- Pod naszym łóżkiem, na podłodze.
- Jak go odnaleźliście?... Pod łóżkiem? Jak na to wpadliście? - dziwiła się.
- ...nie pytaj...
- Aha, rozumiem. - powiedziała Valshazeera. Obie wymieniły między sobą znaczące spojrzenia, a później zaczęły się śmiać. - może ten znak był tam wcześniej.
- Być może, ale wcześniej go nie zauważyliśmy.
- Dajmy sobie z tym spokój, jutro zbadamy tę sprawę.
- Masz rację. - powiedziała wojowniczka - przepraszam za najście.
Wyszła. Zaraz po tym magiczka i wampir powrócili do tego co robili wcześniej, ale nagle przez okno wleciał gołąb.
- Cholera pieprzony gołąb! - powiedziała Valshazeera, próbując go przegonić.
- Zostaw go, chyba ma jakąś wiadomość.
- Rzeczywiście, tu jest napisane... - zapadła chwila ciszy - ...że mimo, iż Lobo został pokonany, nasi przyjaciele są w śmiertelnym niebezpieczeństwie i jeżeli chcemy ich ocalić, to mamy się spieszyć... - wampirzyca była przerażona.
- Od kogo to?
- Nie wiem, podpis jest nieczytelny, ale może to jakiś sługa Lobo.
- To może być pułapka.
- Tak, ale... - urwała - Anathema! Zbieraj się, jedziemy do lasu! - krzyknęła biegnąc do drzwi pokoju Any i Wolverina.
Drzwi otworzyła wampirzyca. Po chwili wyjaśnień stwierdziła:
- Chwila, zabiorę tylko najpotrzebniejsze rzeczy... daj mi pięć minut.
- O tak, ja też.
Oczywiście do rzeczy niezbędnych zaliczał się kapelusz, płaszcz, cygara, miecze i tym podobne. Po jakimś czasie cała czwórka jechała już lasem. Gdy dotarli do miejsca gdzie spała Nako i Robin, Marishka i Reiver też tam byli.
- Co wy tu robicie? - powitała ich Robin.
- Przyszliśmy zobaczyć twoje nieszczere łzy po raz drugi. - odparła ironicznie magiczka.
- Przestańcie! - skarcił je Reiver - miło, że nas odwiedzacie. Ale jest jakiś szczególny powód?
- To jest ten powód. - powiedział Wolverine i podał wiadomość (tą, którą dostarczył gołąb), Nako.
- Czyli nic wam nie jest. - stwierdziła z uśmiechem Anathema - a my z Valshazeerą się martwiłyśmy, że grozi wam jakieś niebezpieczeństwo i gnamy w środku nocy...
- To może być pułapka. - powtórzyła słowa Alu magiczka. - ktoś mógł chcieć, żebyśmy byli razem w jednym miejscu.
- Niby kto? Jakieś dzieciaki robią sobie żarty, a wy je na poważnie wzięliście. - stwierdziła Robin.
Wampirzyca posłała jej piorunujące spojrzenie. Zapadła cisza. Valshazeera poprawiła kapelusz i zapaliła cygaro. Anathema zaczęła polerować swój miecz. Po chwili dopiero Marishka powiedziała:
- Skoro jesteście to może... - nie zdążyła dokończyć, bo zza drzew poleciały srebrne strzały.
Grupa była całkowicie zaskoczona. Wróg miał dobrą pozycję i przewagę liczebną.
- Cholera! Święta inkwizycja! - krzyknęła Ana, chowając się pospiesznie za drzewem i wyciągając kuszę.
brpg : gracz Anathema i Wolverine, oraz Valshazeera i Alucard 2004-08-13 17:55:33
skomentuj (0)


Nie... nie nie nie... to nie może być prawda... dlaczego właśnie ja... to takie niesprawiedliwe!!! Ja jedyna niepowtarzalna Nakomi Blackhart....ja.. ja podróżuję sama... nie... Y.Y to takie niespraweidliwe.. Mar jeszcze zniosę.. bo mam podług niej dług.. ale za jakie grzechy mam się użerać z tą nieporawną gadułą... zanim ona spłaci ten swój cholerny dług to nas zagada na śmierć!!!
-Słuchaj -zaczeła Nakomi gdy siedziały wszystkie trzy na polanie -jak się zaraz nie zamkniesz to cię zaknebluję!!! -powiedziała Nako bo Robin od jakiejś godziny nadawała jak radio Wolna Europa.
-Nako! O co ci chodzi?! Mar nie ma żadnych pretensji! Prawda Mar??
-... -Mar ignorowała wszystko i wszystkich.
-No wiedzisz Nako? Mar się ze mną zgadza, a powinnaś wiedzieć że takie piękne zachody słońca żadko można obserwowac w całkowitej ciszy i spokoju
-NO WŁAŚNIE!!!! Ja chcę ciszy i spokoju
-A czy ja ci jej bronię??
Nakomi skapitulowała i podeszła do wampirzycy
-Gdzie teraz Mar się udajesz??
-A co cie to kurwa obchodzi??
-A to że wolałabym wiedzieć gdzie idę
-No w sumie chciałam się na kilka dni zatrzymać w miiasteczku, a później na północ.. słyszałaś o tych nagonkach na wampiry??
-Jasne.. chyba każdy łowca słyszał -mruknęła Nakomi uśmiechając sie pod nosem
-No to tam jest mój cel -powiedziała Marishka -Jestem głodna -oznajmiła głośno i złośliwie spojżała na Robin. Ta na złość wampirzycy udała że niczego nie usłyszała. Ale Nako zauważyła jak niby przypadkiem jej reka powędrowała do klingi miecza. Mar tez musiała to zauważyc bo tylko prychnęła głośno i zmieniła się w potworka. -Lecę... Nakomi pilnuj moich rzeczy przed tą wariatką.. wrócę nad ranem.. -to powiedziawszy wzbiła się w powietrze i znikła im z oczu.
-Nako?? -niewinnie ciekawy głos... zbyt niewinnie
-Tak? -spytała się dziewczyna mając pewne wątpliwości czy chce wiedzieć co.
-Umiesz gotować?? Zrób coś do jedzenia.. proszę proszę proszę (maślane oczka ze Shreka 2) a najlepiej jakąś elfią potrawę.. chętnie spróbuję^^
-Y.Y- Nakomi poprostu zdołowała się...- no dobra.. idź upoluj zająca...
-Zająca?? Ja ci moge upolować jelenia albo sarnę a nawet dzika. albo...
-Zająca.. poprostu zająca
-A.. no dobra lecę..
Nakomi zajęła się przygotowaniem ogniska. Nawet nie zdążyła ułożyć stosiku a Robin juz była spowrotem.
-Robin.. ja prosiłam o jednego a nie pięć!!!
-No co.. tak jakoś się podrodze znalazło... co się bedzie marnować^^
-No nic... to się zamrozi (magią się zamrozi magią -dla niekumatych)
Nakomi oprawiła i przygotowała zająca a później tak aby Robin nie widziała przyprawiła i usmażyła.
-Masz... spróbuj.. nie wiem czy wyszło bo w takich warunkach .. no ale powienno być jadalne
Po tych słować Robin z wahaniem wzięła zająca i spróbowała troszkę.
-Nako....
-Wiedziałam nie wyszło?
-Nako.... to jest poprostu.... pyszne!! Nigdy czegoś takiego nie jadłam!!!
-Serio?
-Serio serio^^
Po smakowitej kolacji.
-Nakomi ja idę spać! Dobranoc -mruknęła Robin.
Nakomi jednak nie spała .. niepotrzebowała snu... znajdwały się w lesie i jego energia spokojnie przepływała przez nią...

brpg : gracz Nakomi (tym razem jej odbiło?) 2004-08-12 19:38:44
skomentuj (2)

-No i to by, było na tyle? Tobi się nieźle wkurzy.- Powiedziała rozradowana Robin. - I nawet nie musiałam się plamić krwią. Ale z tym wychodzeniem wampirów na słońce to będzie mały problem. Jakoś się zaradzi. – Robin w kółko gadała do siebie, robiąc na złość jej towarzyszom.
Cała „ekipa” doszła na skraj lasu.
-Teraz pewnie wracasz do brata?- Zapytała się Nakomi.
-Nie.
-Jak to nie?
-No, tak, to.
-To gdzie idziesz?
-Ty podróżujesz z Mar, aby spłacić swój dług, a ja będę łazić wszędzie za wami aby spłacić swoje długi wobec was.
Mar i Nako na chwilę zamarły.
„Mam podróżować z ta psychopatką X_x?” – Pomyślała Mar.
„Ja podróżuje sama T_T i tak Mar to dla mnie wielki ciężar”.- Pomyślała Nakomi.
-Nie ma mowy.- Powiedziały równo.- Nie musisz spłacać długu.
-Musze. To mój wilczy obowiązek. Po za tym jak się zestarzeje i kopne w kalendarz to już będziecie mnie mieć z głowy. Pomęczycie się tylko jakieś jeszcze 50 lat... Albo i dłużej...
-Cooooo...? O_o
Reszta słuchając patrzyła się na nich z lekkim zdziwieniem.
-Czas się rozstać.- Powiedziała Anathema.
-Niom... Będę tęsknić.- Robin przytuliła ją Valshazeerę i zaczęła udawać że płacze. – Dobra już nie będę- pościła je.- No to Mar, Nako, gdzie idziemy?... MOze wpadniemy do mnie, TObi sie napewno za MAr stesknil...
brpg : gracz Robin (odbilo jej) 2004-08-12 11:01:53
skomentuj (2)

Wąż był obrzydliwy. Wszyscy wstrzymali oddech gdy nagle pojawił się przed nimi Zgredek.
- Czemu mnie nie słuchacie! Panu Lobo się to nie spodoba. – krzyknął.
Pstryknął palcami, a grupa znalazła się przed tajemniczym pudełkiem, po czym patrząc na siebie znacząco po kolei zaczęła losować. Valshazeera wylosowała czerwoną kulkę, więc wszyscy po niej poczuli się bezpiecznie, ale dla zasady wyjęli swoje kulki. Marishka – białą, Reiver – białą, Robin – białą, Nakomi – białą i Anathema... czerwoną. Jej towarzysze spojrzeli na nią ze zdziwieniem. Nie było jednak czasu na żadne pytania, ponieważ Valshazeera i Anathema znalazły się za gigantyczną szybą, która oddzieliła je od reszty grupy. Zauważyły, że stoją na wielkiej arenie, a przed nimi zmaterializował się Lobo Valerious.
- Witajcie drogie wampirzyce! Postanowiłem, że wybiorę z waszej drużyny dwie godne mnie przeciwniczki. Anthemo i Valshazeero, jak to cudownie, że plotki na wasz temat nie kłamią i jesteście zarówno tak potężne jak i piękne. Może i powinienem dać wam jakąś próbę, ale po co czekać. – powiedział z tajemniczym uśmiechem na twarzy.
- Ciekawe czy na twój temat plotki też się sprawdzą. – powiedziała Valshazeera.
- Czy możemy zaczynać?
- Oczywiście. – odpowiedziała Anathema z uśmiechem.
Lobo zamknął oczy i w skupieniu zaczął wymawiać zaklęcia. Anathema wyciągnęła swój półtoraręczny miecz i zaatakowała Valeriousa, który niespodziewanie zniknął i pojawił się przed Valshazeerą rzucając na nią zaklęcie. Nastąpił wielki wybuch i całe pomieszczenie za szkłem wypełniło się dymem, a magiczka uderzyła o szybę. Anathema przewróciła się a jej miecz wyleciał z ręki i upadł daleko od niej. W tym czasie Lobo wypowiadał już następne zaklęcie. Valshazeera oszołomiona wybuchem próbowała wstać, a wojowniczka desperacko biegła w kierunku swojej broni. Liczyła się każda sekunda. Nie zdążyły. Lobo wywołał Balora i zniknął. Magiczka rzuciła czar zatrzymania czasu i tak bez pośpiechu, powolutku pokonały Biesa. Gdy czar przestał działać, pojawił się Valerious. Nie zdążył nawet zareagować gdy Valshazeera rzuciła w jego stronę wielką kulę ognia, która eksplodowała. Siła eksplozji odrzuciła go w tył wprost na ostrze miecza Anathemy, która już na niego czekała. Szklane pomieszczenie wypełnił potworny wrzask, krew spływała po klindze. Gdy wszystko wydawało się już przesądzone, Lobo zniknął. Po chwili pojawił się na środku areny, trzymając się za ranę i chwiejąc się na nogach wyjął dwa sztylety. Jeden rzucił w stronę Valshazeery, a jeden w stronę Anathemy. Magiczka zrobiła unik, a wojowniczka odbiła go mieczem. Jednak zaraz potem Lobo rzucił następny, który wbił się jej w nogę. Wampirzyca upadła a jej przyjaciółka podbiegła do niej, wyjęła jej sztylet z nogi i rzuciła magowi w oko. Valerious zawył z bólu, Valshazeera wyjęła miecz, Anathema podniosła się i obydwie ruszyły w jego stronę. Obie wbiły mu miecze w serce, miażdżąc jego klatkę piersiową. Wyjęły broń, a magiczka złożyła ręce w znak Akio i Lobo stanął w płomieniach.
Cierpiąc straszliwe męki i umierając w agonii Lobo Valerious został unicestwiony. Jednak nic po nim nie pozostało.
Wampirzyce uśmiechnęły się do siebie ocierając kurz, krew i brud z twarzy. Miały to, czego od dawna szukały – krew wielkiego Lobo, która umożliwi im opracowanie mikstury ochraniającej wampira przed światłem słonecznym. Magiczka ostrożnie zebrała krew z kling do flakonika. Szklana osłona zniknęła. Do świątyni wbiegły dwie tajemnicze postaci.
- Co wy tu robicie? – zapytały zaskoczone wampirzyce.
- Szukaliśmy was. Mówiłyście, że wrócicie w trzecią noc po pełni. Martwiliśmy się i postanowiliśmy was odnaleźć.
- Nie mogłyśmy wrócić bo byłyśmy już tak blisko ostatniego składnika, że nie było sensu wracać.
- A więc macie krew Lobo.
Valshazeera uśmiechnęła się pokazując im flakonik. Tajemnicze postaci podeszły do wampirzyc i czule się z nimi przywitały.
- Jak to dobrze, że wam się nic nie stało. – powiedziała jedna z nich. Reszta drużyny nadal w szoku, wpatrywała się w nieznajomych.
- Kim oni są? – spytała Marishka.
- To jest Wolverine – powiedziała Anathema pokazując na mężczyznę z adamantowymi ostrzami wystającymi z ręki. - A to jest Alucard – dodała wskazując na drugiego w czerwonym kapeluszu i czerwonym płaszczu.
- Jak tutaj weszliście? – spytała Valshazeera.
- Bez większych problemów. – powiedział Alucard.
- Tylko jakiś skrzat nie pozwolił nam wejść, więc odrąbaliśmy mu głowę. – dokończył Wolverine. Nagle pojawiło się przed nimi pudełeczko i kryształ.
- Teraz trzeba wylosować, kto go weźmie. – powiedziała Nako.
Reiver podszedł do pudełeczka, wylosował czerwoną kulkę, a pudełko zniknęło. Zdziwiony wziął kryształ, a w tej samej chwili otworzyło się wyjście ze świątyni...

brpg : gracz Cudowne wampirzyce - Valshazeera & Anathema 2004-08-11 21:47:32
skomentuj (2)

Esz lenie. Pisac nową notkę. ZNaczy się Ci którzy w grze nie wypełnili jeszcze zadania swojego.
To chyba dwie osoby są ;p
W każdym bądź razie ja rozumiem, ze są wakacje i w oógle że Was nie ma, ale zawsze można wymyślić chociażby TOTALNĄ głupotę i sklekotać ją w notkę.
Czekam na nowe notki.
Z uszanowaniem.

Admin'ka
brpg : gracz Admin'ka 2004-07-28 12:26:17
skomentuj (3)

-Koniec na dzisiaj. – Oznajmił Lobo, gdy Nakomi przestała skakać z radości a Reiver pozbierał się do kupy. Wszyscy spojrzeli na niego, z pytaniem: „Co to znaczy na dziś”.
-Zgredek zaprowadzi was do komnaty, już się robi wcześnie, a ja nie lubię w dzień oglądać tak wspaniałych widowisk. A i jeszcze jedno, Robin będzie jeszcze raz przechodzić próbę, Gabriela popełnia błąd, którego ja nie popełnię.- Po tych słowach zniknął.
-Jak ja go nie znoszę.- Mruknęła Robin.
-Proszę za mną.- Odezwał się Zgredek.- Zaprowadzę was do komnaty...
-To znaczy, że będę w jednym pokoju z nimi – Mar, mówiąc to „nimi” spojrzała się na resztę grupy.
-Tak Proszę Pani.
Skrzat idąc przodem, poprowadził ich jakimś bardzo długim i krętym korytarzem z wieloma odnogami (inne korytarze). Valshazeera i Anathema szły kilka korków za Zgredkiem, Mar, Nakomi i Reiver także o kilka kroków za nimi, a Robin o trochę więcej kroków za nimi.
-Słuchajcie.- Powiedziała tak, aby Zgredek nie usłyszał.- A może by tak ominąć te próby i po prostu pójść poszukać ten kryształ?
-Przecież tylko jedna osoba może wziąć ten kamień, a to pudełeczko z kulkami idzie chyba po kolei w próbach.- Poprawiła ją Anathema.
-A jak będzie te pudełko! Jak nie będzie to przynajmniej będziemy wiedzieć gdzie jest to świecidełko. Co macie do stracenia? Najwyżej Lobo będzie wściekły, ale on jest zawsze wściekły. Według mnie on nic nam nie zrobi, bo ma wobec nas jakieś plany... To idziecie... Dobra, jak nie to nie, ja idę... – Skręciła w jeden korytarz.
Chcieć nie chcieć, jakimś cudem wszyscy za nią poszli. Korytarz, którym szli był jeszcze bardziej kręty (dosłownie spirala), tak, że w pewnych momentach miało się uczycie, że się idzie do góry nogami. Po kolei sprawdzali drzwi, w których było dużo różnych stworzeń, (np. Owłosiony Żółw) i rzeczy(raz znaleźli nawet kolorowanke), a najczęściej puste sale. W końcu doszli do jakiś wielkich kamiennych drzwi ozdobionych małymi krysztalikami i złotem.
Jakimś trafem stwierdzili, że akurat tam może być ten kryształ. Otworzyli drzwi i to, co tam zobaczyli na pewno nie było kryształem. Jakaś dziwna siła wciągnęła ich do wielkiego pomieszczenia (dosłownie jaskinia), a wokół nich wił się gigantyczny wąż o różowej sierści. Kolejnym problemem było to, że ten owy wąż wyglądał na bardzo głodnego.
----------------
Trochę mało dialogu, ale jakoś mnie naszło z tym wężem, i nie wiedziałam jak go wkręcić. Uprzedzam, że 18-stego jadę na obóz na dwa tygodnie, a tam już nie będę mieć dostępu do neta, chyba, że się zdarzy cud i w każdym pokoju będzie komputer z łączem.
brpg : gracz Robin 2004-07-15 19:17:18
skomentuj (9)


Sorki ze dwie pod rzad ale natchnelo mnie :]
----------------------------------------
Na poczatku Reiver wydawal byc sie pewien siebie, ale wiedzial z kim ma do czynienia...W swiecie spektralnym
< astralnym czy spektralnym jak zwal tak zwal > oprocz dusz bylo widac z dematerializowane przedmioty i bronie...
Lobo w pierwszej chwili chcial pociagnac za miecz jakiejs duszy lecz zamachnal sie reka w pustke, Reiver czekal...Lobo w koncu wyciagnal dlon po czym z dloni wylonila sie duza kula ognia lecaca prosto na Reivera, Reiver zaslonil sie reka a ogien przeszedl miedzy jego koscmi. Reiver kontra atakujac zrobil wymach Siepaczem ktory natychmiast zaczal ciagnac Lobo za dusze lecz Lobo sie nie poddawal ciezko sapali obydwoje, ale cos zaklocilo spokuj Reivera to bylo cos co sprawialo ataki zawrotow glowy u niego...Kapłan dusza kaplana zaczela wedrowac po swiecie A Reiver nie mial pojecia co z tym zrobic, opuscil Lobo i zaczal wymachiwac chaotycznie siepaczem przez co uszkodzil dusze istot z ktore go tu przytargaly. Opuscil swiat spektralny lezac na rzeczywistej podlodze slyszac spiew Nakomi, Lobo tez wrocil na swe miejsce. Reiver rresztka sil usiadl przy scianie i sprawial wrazenie spiacego.

brpg : gracz Reiver 2004-07-07 07:28:36
skomentuj (4)


sprawa :
1. Izka wybacz mi !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!...!!!!!!!!!!!.
Reiver < sluchajcie przyspiesze ze niby jestem z wami w taj sali > stojac i sluchajac spiewu zaczal myslec o ze gdyby tak wejsc w swiat astralny i by wyeliminowac Lobo od srodka by mial z glowy go na potem w koncu i tak liczne armie dadza za jego glowe duze pieniadze...nagle pooczul jak Lobo wkrada sie w jego glowe, poczekal nie broniac sie, zapytal w myslach:
- Slucham...
Lobo odparl:
- No dalej...wejdz, zabij mnie ! Pozalujesz ze kiedykolwiek miales szanse umrzec i zyc...
- Chwileczke sir Lobo czy ty aby nie masz sie za jakiegos SUPERMANA swiata ?,
Poza tym moja w tyym sprawa abym twoja usze pozarl, w koncu to moj zawod...
- Przenies mnie tam, do swiata astralnego...zobaczymy...
Reiver poczul odejscie z jego umyslu po czym uslyszal kawalek pieosenki dziewczyny...Natychmiast prznisl sie do astralnego swiata, dotknal duszy Lobo, Lobo zniknal ze swiata rzeczywistego i przeniosl sie tam. Reiver wyciagnal Siepacza a Lobo mial tylko czary < och jaka szkoda...> Cdn. < bo mi sie nie chce
brpg : gracz Reiver 2004-07-06 20:42:29
skomentuj (1)


Kolejni losowali kuleczki w ciszy.
-Co jest Kur*a mać! Czemu wszyscy mają białe? -spytała się Marishka
-A skąd mam wiedzieć -odpowiedziała Robin -może losować od początku?
-Dobra dobra poprostu powiedzcie że ja mam teraz losować -powiedziała Nakomi i podeszła do pudełka. Włożył rękę lecz zanim ja wyjęła stanęła plecami do grupy tak że nikt nie był w stanie zobaczyć jaką kulę wylosowała Nakomi.
-O żesz kur*a jego pier*olona mać!!! -to wystarczyło wszystkim. Czerwona.
-No dobra to co macie dla mnie? -spytała się na głos Nakomi.
Nagle pojawił się Zgredek.
-Och Dla panienki pan Lobo przygotował coś specjalnego -powiedział skrzat.
-To znaczy -spytała się Robin.
-Och.. wszyscy zaraz zobaczycie -usmiechnął się wesoło skrzat.
Zgredek klasnął w dłonie i wszyscy znaleźli się w sali w której było kilka krzeseł i nic po zatym
-Czyżby nasza Nakomi bała się krzeseł -spytała Marishka
-Weź spierdzielaj -powiedziała milutko Nakomi -możesz wreszcie powiedzieć co jest moim zadaniem?
-Musi panienka zaśpiewać - powiedział skrzat.
-Co -Marishka sie wściekła -czemu ona ma takie proste zadanie? Ja tam prawie zginęłam!
Ale tym razem Nakomi nie była nawet w stanie odparować. Stała zszokowana między innymi i nie była w stanie nic powiedzieć.
-No na co czekasz śpiewaj i idziemy -powiedziała Robin.
Zgredek przyglądał się temu wszystkiemy z uśmiechem na ustach
-Jak będzie panienka gotowa, proszę zaczynać. Ma panienka dużo czasu.
I zniknął.
-Ja -zachrypiała cichutko Nakomi -ja... ja... rezygnuję...
-Co? -Valshazeera spojżała się na Nako -o czym ty mówisz?
-Ja nie mogę -powiedziała nakomi
-Co to znaczy nie mogę? -Mar spojżała na nią wściekle.
-Poprostu nie mogę -powiedziała jeszcze ciszej Nakomi.
-Powiem tak.... musisz -powiedziała Valshazeera.
Nakomi spojżała się błagalnie po obecnych. Zero szans...
-Nie mogę -powtórzyła jeszcze raz Nakomi -nie mogę -powiedziała tym razem już błagalnie.
-Nakomi dlaczego? -spytała Robin
Nakomi uklękła na podłodze sali i poprostu się rozbeczała.
-Ja..chlip ..ja pop....poprost...poprostu nie mogę!
-Nako spokojnie -powiedziała Robin i przytuliła dziewczynę -powiedz nam chociaż dlaczego?
Nakomi rozejżała się. Robin była zmartwiona. Valshazeera troszkę zszokowana ale bardziej zła. Mar wściekła, Reiver jak zwylke milczący a Anathema tylko spoglądała na Nako.
Nakomi odetchęła głeboko.
-Bo.. och!....bo dla zwykłych uszu to znaczy dla uszu nie elfa -powiedziała widząc zdziwione miny zebranych -może mieć to bardzo niebezpieczne skutki.
-No i? -powiedziała Mar.
-No i to że tego używałam w ostateczności.. przez elfi śpiew o ile ma się możliwość go usłyszenia wampiry poprostu giną a ludzie wariują.
-Używałaś w ostateczności to znaczy? -Valshazeera spytała się.
-No czy ktoś z was widział czasami potężne moje ofiary?
-No wyglądały jakby spały.. -powiedziała Valshazeera
-No.. poprostu zaczęłam spiewać gdy wiedziałam że mogę przegrac walkę.
-No ale... ja kiedyś słyszałam elfi śpiew -powiedziała cicho Robin
-Tak... to jest możliwe.. och.. bo słyszałaś śpiew elfa czystej krwii który potrafi kontrolować swój głos podczas śpiewu..
-No więc w czym problem? -spytała sie Mar
-W tym że ja nie jestem pełnym elfem i ja nie potrafię się kontrolować... o to chodzi w mojej próbie... jak mi sie nie uda to was pozabijam a sama będę bardziej wykończona niż wtedy w walce z trolami.
-A... to zmienia postać rzeczy -powiedziała Mar.
-No właśnie.
-Czy panienka jest już gotowa? Pan Lobo także chce usłyszeć śpiew elfa, więc raczy panienka?
-Ej! czy elfi śpiew zabija wszystkich?- spytała się Valshazeera
-Nie wiem... ale zawsze działało..
-Ty a czy tej kontroli nie możesz się nauczyć?
-Tu nie o to chodzi... na początku owszem mogę kontrolować się... ale później... poprostu zappominam o Bożym świecie i śpiewam aż mi zabraknie sił...
-Poprostu się na nas skoncentruj... myśl że nie chcesz nam zrobić krzywdy a ci się uda -powiedział spokojnie Reiver.
-Co a skąd..
-Poprostu spróbuj..
-Żeby nie było .... no dobra.. niech wam będzie..
Nakomi wystąpiła przed krzesła które w mgnieniu oka zapełniły się przez jej towarzyszy. Obok pojawił się na złotym tronie Lobo. Uśmiechnął się do niej zachęcająco. jednak w tym uśmiechu wyczuć można było ironię. Nakomi uspokoiła się i zaczęła śpiewać najpiękniejszą znaną jej elfią piosenkę.. Elfi głos rozbrzmiał w sali:

Nie znaczę nic
Niepewność zabija mnie od środka,
kawałek po kawałku,
cal po calu.
Ginę jak kamfora,
rozpływam się jak obłok,
znikam jak duch.
Zapadam się w siebie,
spadam w otchłań,
opadam na samo dno.
Bez sensu,
bez nadziei,
bez miłości.
Nie znaczę nic,
byłam nikim
i dalej nikim pozostanę.
Osoba bez twarzy,
cień błąkający się wśród nocy,
niespokojna dusza błądząca za dnia.
Nikt mnie nie zobaczy,
nikt nie zrozumie,
bo zaraz zniknę bez śladu ...
*
Gdy Nakomi śpiewała otworzyła powoli strachliwie oczy. cała sala zasłuchana była w jej cudny niebiański głos. POczuła że może kontrolować. Po chwili skończyła. Wszyscy bez wyjątku byli wpatrzeni w Nakomi ale ona nic więcej nie widziała bo rozpłakała się ze szczęścia.
-Udało mi się udało - jeszcze nigdy nie zaznała większego szczęścia. Była z siebie dumna -dzięki -szepnęła później Reiver'owi. -Dzięki.
_____________
* tekst wiersza z bloga mojej koleżanki, nie znam autora..

brpg : gracz Nakomi 2004-07-04 19:04:45
skomentuj (5)

Robin włożyła dłoń do pudełeczka i...
-O... (Cenzura)... Miło mi... – Wylosowała czerwoną kuleczkę.
-To co mam robić?
Jak na jej życzenie wszyscy zostali wciągnięci w jakiś wir, który wyrzucił ich na wielką arenę. Wszyscy upadli na jakieś miękkie poduszki.
-Robin! Zejdź ze mnie. – Krzyknęła Anathema na Robin która przez przypadek wylądowała akurat na wampirzycy.
-Wybacz nie chciałam. No, no...
Byli na samym środku Koloseum na arenie, znajdującej się trochę niżej od widowni, na ścianach leżały różne typy broni, zaczynając od łuków, kończąc na mieczach i tych innych bzdetach.
-Niech reszta drużyny śmiałków usiądzie na widowni. – Pojawił się Zgredek. – Pani Tazrot, to jest Pani zadanie. Będzie Pani walczyć Gabrielą.
Robin otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć, lecz zrezygnowała, gdy reszta grupy usiadła na miejscu zgredka pojawiła się dziewczyna w wieku Robin, o kasztanowych włosach i takich samych oczach jak Robin.
-Witaj - Rzuciła się na szyję Robin.- Nie cieszysz się że widzisz stara przyjaciółkę?
-Ja się z nikim nie przyjaźnię. – W momencie gdy odepchnęła Gabrielę zorientowała się że nie ma przy sobie broni a jej miecze wiszą po drugiej stronie areny.
-Ja też nie mam miecza.- Dziewczyna nadal była uśmiechnięta. – A więc walczmy.
Nagle światła trochę przygasły, wszystko oświetlało magiczne pusto różowe światło.
-Źle widzisz w takim światełku, jesteś wręcz ślepa. Wilki tak maj!... – Gabriela szybko wypowiedziała jakieś zaklęcie i wycelowała w Robin która uderzyła w ścianę.
Powoli się podniosła...
-A więc to o to chodzi – powiedziała cicho – w zadaniach mamy pozbyć się swoich słabości. Jeżeli Lobo, chce tak zdobyć godnych przeciwników trenując ich to znaczy że jest jeszcze bardziej głupi niż był...
Robin nic nie widziała, różowe światło ją pozbawiało możliwości czegokolwiek. Po omacku wyczuła obok siebie broń, był to łuk. – To mi się na nic nie przyda – pomyślała – Gdzie mój miecz?
-Robin pomóc Ci? – Usłyszała głos Nakomi.
-Nie, nie ważcie się zbliżać! – Krzyknęła.
Nagle poczuła silny ból w brzuchu. Gabriela wbiła jej jakieś sztylety.
-Jak Ty to mówisz... „Miło mi”? Czyż nie tak?... Długo nie pożyjesz...
-Serio?
Gabriela zachwiała się ponieważ Robin odepchnęła ją jakimś silnym zaklęciem paraliżującym. Robin wyjęła sztylety i rzuciła je w stronę Gabrieli. Usłyszała tylko jej krzyk.
-Jak to?! Przecież nic nie widzisz?! – Jej głos rozniósł się echem który odbił się po całej arenie.
-Jeszcze się nie domyślasz? Mam węch i słuch wilka, to wystarczy do wytropienia ofiary.
Szła dookoła sali trzymając rękę przy ścianie, szukając swego miecza, znalazła. W mgnieniu oka podbiegła do Gabrieli, wymówiła jakąś formułkę, jej miecz rozbłysną ponownie (tak było przy walce z trolami) światłem białym mieszającym się z czarnym i jednym ruchem zraniła ją (Gabrielę).
Arena znowu była tak samo ciemna jak na początku, lecz zniknął ten przeklęty róż, tak samo jak i Gabriela a na jej miejscu pojawiło się pudełko.
Reszta grupy zeszła z widowni (a jak to nazywać, trybuny, nie pasuje na Koloseum) i podeszli do Robin.
-Dlaczego Tobie dali takie łatwe zadanie. – Oburzyła się Marishka.
-To wcale nie było proste. Od razu było wiadomo że ta dziewczyna była przyjaciółka Robin, zdziwi mnie jednak to że tak łatwo było Ci zabić przyjaciółkę – Odpowiedziała Valshazeera doprowadzając Robin do wściekłości.
-Ona nie jest moją przyjaciółką, a po za tym jakbym ją zabiła to by pozostały flaki, tak jak po trolach, Lobo przecież nie pozwoliłby zabić własnej uczennicy.
Teraz zrozumiała że palnęła głupotę, czuła na sobie wzrok każdego z grupy.
-Czy Ty coś wiesz?
-Ja?! Nie no, wy powariowaliście. Ja znam Lobo tylko dlatego że Tobias z nim walczy od X (czytać: Nie wiem ile czasu) czasu. Nie mam pojęcia co ten wampir wymyślił. – Jednak po spojrzeniach nadal można było wyczytać to że lekko nadużyła ich zaufania.
-Słuchajcie, mój brat jak wcześniej wspomniałam walczy z Lobo od dawna, a ta Gabriela poznała mnie podczas jednej walki i się mnie uczepiła. Podejrzewam że to ona wyprosiła Lobo żeby ze mną walczyć w próbie.
Nadal się na nią patrzyli, nikt się nie odzywał.
-Może mam wam jeszcze pokazać gdzie jest zapis historii mojej rodziny?! Wtedy sobie poczytacie.
Była wściekła sama na siebie. Robin wiedziała że jej życie jest bardzo poplątane i trudno w pewne szczegóły uwierzyć.
-Jak mi nie wierzycie to trudno... – Odwróciła się na pięcie – może w końcu zaczniecie losować?
-Ja Ci wierzę i czytałam historię. – Słowa Valshazeery całkowicie ją ogłupiły.
-Czytałaś?! – Robin zaliczyła glebę, nie przez to co powiedziała Val, ale przez to że trochę jej ubyło krwi.
-Możemy już iść dalej?- Zapytał się Reiver.
-----------
Tak na serio, to pisząc tą notkę jestem troche pijana... Jest u mnie impra i zbyt trzeźwo nie myśle... Więc jezeli popełniłam jakis błąt to mi napisać...
brpg : gracz Robin 2004-07-01 22:43:03
skomentuj (3)


[No i znów ja ;P]

-No na to wychodzi...kto kolejny?...
-To moze ja wylosuję..-powiedziała Marishka podchodząc pewnym krokiem w strone pudełka..
Siegneła ręką i wyciągneła kulkę. Otworzyła dłoń i zobaczyła czerwoną piłeczkę.
-No cóz..Ktoś musiał być pierwszy, nie?-powiedziała z niesmakiem.
Wręczyła zgredkowi kulkę, podeszła do drzwi i nacisneła na klamkę.
Weszła do dużego kwadratowego, chłodnego pokoju, w kórym panowała kojąca atmosfera kaplicy cmentarnej i podobny zapach. Na ścianach były pochodnie które płoneły, dając blade światło. Marishka odsuneła się na bezpieczną odległość od nich. Na środku pokoju pojawił się zgredek. Przemówił cichym, acz wyraźnym głosem.
-Panienka wylosowała czerowną kulkę. Panienka musi przystąpić do zadania. Pani zadanie jest nastepujące. Musi panienka wytrzymać 30 s przy świetle dziennym. Nie moze się panience przy tym nic stać. Inaczej panienka wypadnie z drużyny.
Marishka z niepokojem i strachem w oczach przysłuchiwala się treści zadania. "30 s? Przecież idę na pewną smierć". Do pokoju wsypała się reszta drużyny.
-No wiec Mar, co masz do zrobienia?-zapytała beszczelnym tonem Robin.
-Hmm..Powiedzmy, ze jak nie wykonam zadania, pozbędziesz się mnie raz na zawsze-odpowiedziała jej Marishka z wymuszonym usmiechcem na twarzy.
-Mały stworze...Mogą oni nie uczestniczyć w zadaniu?
-Oczywiście, ze mogą nie uczestniczyć.
-Słyszeliscie? Wynocha z powrotem.- Mar zwróciła się do drużyny.
Wyszli.
Mar jak stała tak stała.
-Mogę się chwilę przygotować?
-Oczywiście.
Kucneła. Wyglądało to jakby się modliła, ale tak naprawde zbierala siły. Po jakichś 5 s wstała. Była gotowa. Nie wiedziała czy sobie poradzi, ale nie chciała się schańbić. Kiwneła potwierdzająco Zgredkowi. Ten pstryknoł palacmi. Po nim została jedynie mgiełka.
Pochodnie zgasły. Mar zmieniła się w latającego potwora. Powoli pokój rozjasniał się swiatłem dziennym, a Marishka już czuła, że coś wypala jej ręke. Znaczy że jak narazie się rozjasnia. Już było źle, a co dopiero miałobyć później?
Sekundy mijały nieublagalnie wolno. Mar mimo zlych warunków [niski pokój] próbowała latać. po 10 s wyglądała fatalnie. Wyczerpana i wypalona gdzieniegdzie. Aż żal patrzeć. A zostało jeszcze 20 s zadania.
Mar piszczała, a raczej wydawała z siebie te swoje charakterystyczne wysokie dźwięki.
Latala wkółko. Bylo już zupełnie jasno. Marishka wyglądała grzej niż fatalnie. Cała wypalona. Skóra zniszczona. Przerażenie na twarzy.
Za drzwiami, też było nieciekawie. Wszyscy milczeli nasłuchując co też ona tam robi. Słyszeli jej piski, przeloty obok drzwi. Na ich twarzach malowało się zaciekawienie mieszajace się z niepokojem. Dobiegało 30 s zadania. Mar opadla z sił w kąt pokoju. Zasloniła się skrzydłami, tak żeby tylko one mogły ucierpieć.
30 s mineło. Zrobiło się zupełnie ciemno. Znów zapłoneły pochodnie, dając blade światło. Mar tak jak upadła w ten kąt, tak tam dalej siedziała okrywając się skrzydlami. Wytrzymała. Udało jej się. Zaliczyła zadanie. Jest godnym przeciwnikiem Lobo.
Do pokoju weszła reszta drużyny.
-Tak szybko? Tylko tyle trwało jej zadanie?To gdzie ona je...-urwała Robin spogolądając w kąt.
Marishka wstała podpierając się ściany. Wyglądała okrponie. Nie była w stanie utrzymać sie na nogach.
-Jakie ona miała zadanie stworze?-zapytal Reiver.
-Wytrzymać 30 s w świetle dziennym paniczu.
Zapadła cisza, w kórej było słychać szelest skrzydeł Marishki.
Wyprostowała się, nadal się chwiejąc. zMieniła się w tę ładniejszą postać, chodź przyszlo jej to z trudem. Zgredek pstryknoł palacami, zostało po nim pudełko.
-No dalej...Losujcie..Ja swoje zrobilam.-powiedziała Mar cichym glosem.
Regenerowałą obrażenia.
brpg : gracz Marishka [i me zadanie ;P] 2004-07-01 20:51:33
skomentuj (2)

Anathema zaskoczona nieoczekiwanym zniknięciem przyjaciółki postanowiła wyruszyć aby jej poszukać. Wsiadła na konia Valshazeery i pogalopowała w kierunku, w którym jakaś tajemnicza siła zabrała wampirzycę. Dotarła do dużej skały gdzie zauważyła czarne rękawiczki. To zapewne jej, pomyślała. Zabrała je i intuicyjnie skierowała się w kierunku serca lasu.
Nagle zobaczyła przed sobą kilka martwych trolli. Podjechała bliżej, a na ziemi wokół potworów zauważyła ślady. Postanowiła podążyć ich tropem. Wkrótce jej oczom ukazała się wysoka, mroczna budowla, do której prowadziły bardzo wysokie schody. Zsiadła z konia i przywiązała lejce do drzewa. Spojrzała w góre, westchnęła i zamieniła się w nietoperze, które zaczęły lecieć w strone chmur. Wkrótce znalazła się na platformie, ponownie zamieniła się w siebie i zobaczyła małe stworzenie stojące przy dużych drzwiach. Podeszła do niego.
- Witaj stworku. Czy nie widziałeś może tu pewnej magiczki. Miała duży, czarny kapelusz i długi płaszcz.
- Widziałem ją. Weszła do środka wraz z innymi.
- Z innymi? - zapytała zaskoczona.
- Z trzema kobietami i dziwnym Drowem.
To ich ślady widziałam w lesie, pomyślała.
- Czy mogłabym wejść?
- Wybacz, pani, ale wszystko się już zaczęło.
- Co się zaczęło? - zapytała nie doczekując się odpowiedzi.
- Lecz z drugiej strony mój Pan byłby zadowolony gdyby do grupy dołączył ktoś jeszcze...- powiedział skrzat pod nosem.
- Twój Pan, kim jest twój Pan?
- To wielki Lobo Valerious!
Lobo Valerious...w takim razie, mam chyba kłopoty, pomyślała.
Skrzat bez słowa otworzył drzwi i zaprosił ją gestem do środka. Tam Anathema ujrzała sporą grupkę stojącą nad drewnianym pudełkiem. Nagle Valshazeera obejżała się za siebie i uśmiechnęła się.
- Nareszcie jesteś, już myślałam, że nie będziesz mnie szukać - krzyknęła uradowana.
--------------------------
Pierwsza notka :]
Wybaczcie, że tak późno, ale miałam problem z netem.
brpg : gracz Anathema 2004-06-30 12:55:11
skomentuj (13)


-Olala... to co wchodzimy?- zapytała się Nakomi.
-I co zadajesz głupie pytania? -Marishka znów wpadła w humorek.
Cała piatka weszła do wnętrza świątyni. W środku ku zdumieniu wszystkich nie było nic. Duża przestronna sala. I nic więcej
-I to ma być to zadanie? -Marishka miała cięzki charakterek.
-Hm...spójżcie! Tam jest jakieś pudełko! -powiedziała Robin.
Gdzieś na środku sali stało małe drewniane pudełko. Valshazeera podeszła i wzięła pudełko do ręki. delikatnie tym potrząsneła. Słychać było grzechot.
-To kto pierwszy losuje?
Nakomi podeszła do pudełka.
-Raz kozie śmierć!
Włożyła rękę do pudełka, chwilę pomieszała i zanim wyjęła wyciągnęła rękę, zamknęła oczy.
-Nic nie mówcie...sama muszę to zobaczyć -powiedziała i ostrążnie zerknęła na kulkę....była biała- czy to znaczy że ja siadam na ławeczce rezerwowych???
-No na to wychodzi...kto kolejny?...

brpg : gracz Nakomi 2004-06-27 22:18:43
skomentuj (13)

-Je... Rządzimy... No to włazimy... – Zaśmiała się Robin dziwiąc się dlaczego tyko Nakomi podziela jej zadowolenie. – Przecież jesteśmy blisko. – Jednak dobrze wiedziała że jest zbyt łatwo. Myślała że będą iść trochę dłużej, a tu już, ściana ze zwykłym hasłem i to już.
Wyprzedziła Nakomi, która jak dotąd szła pierwsza. Była bardzo wesoła, ale nadal czujna.
Stanęli przed schodami, wysokimi schodami, bardzo wysokimi schodami.
-To jak nam walka z trolami zajęła niecałą godzinę, to wejście tam zajmie przynajmniej z trzy godziny. – Powiedziała spoglądając na szczyt świątyni, którego nie było widać. Tak szczerze to widać było schody, które prowadziły do chmur.
-Dla mnie to żaden problem, umiem latać. – Uśmiechnęła się Marishka patrząc złośliwie na Nakomi, która ukrywała zmęczenie.
-Reiver też umie latać, ja mogę użyć zaklęcia lewitacji, a wy? – Valshazeera też spojrzała się pytająco na Robin i Nako.
-Mogę wziąć Nako na mój grzbiet.- Oznajmiła wesoło Robin.
-Ciekawe jak, zamienisz się w rumaka, czy osła? - Zadrwiła Marishka, zmieniając się w tą brzydszą postać.
Robin jednak nie zwróciła na nią uwagi. Odeszła trochę dalej.
-Patrzcie i uczcie się, dzieci me... – Zażartowała. Poczym trochę jakby urosła, jej włosy które są i tak bardzo długie też urosły i przybrały szaro srebrzysty kolor, cała pokryła się taka samą sierścią i przed całym zgromadzeniem stanęła wielka piękna wilczyca. Naprawdę o wiele większa od zwyczajnych wilków.
Robin jako wilk ukucnęła obok Nakomi, aby ta mogła na nią wsiąść. Nako, poczuła miękką sierść wilka i zapach lasu, który tak bardzo lubi, jako elf.
Dwie wampirzyce i Reiver unieśli się w powietrzu i polecieli w górę, a Robin nie chcąc być gorsza szybko biegła po schodach, musząc uważać aby Nako, która i tak trzymała się jej sierści przypadkiem nie spadła. Wyprzedziły ich. Wbiegły pomiędzy chmury gdzie było zimno, tam stanęły (Robin stanęła, Nako siedziała na niej), na jakiejś platformie.
Nako, wydała z siebie ciche: „O...” I coś tam jeszcze, jakiś niezidentyfikowany odgłos. Reszta wylądowała obok nich. Znajdowali się na platformie. Gdzie było jakieś wejście a obok niego stał jakieś stworzonko? Nakomi zeszła z Robin, która zmieniła się w swoją postać i podeszła do tego czegoś?
-Przepraszam Cię stworku, czy czymkolwiek jesteś, czy to jest wejście do świątyni.
-Ja droga Pani jestem Zgredek, domowy Skrzat, na usługach Pana Lobo. To droga Pani jest wejściem do pierwszej próby. A niech droga Pani wie że prób jest tyle ile liczy członków drużyna śmiałków, która odważyła się tu wejść. Do każdej próby wchodzi cała drużyna, lecz w każdej próbie tylko jeden członek drużyny musi się wykazać. Przed każdą próbą trzeba wylosować los, jeżeli ktoś wylosuje czerwoną kuleczkę oznacza to że on ma się wykazać. Jednak może korzystać z pomocy członków drużyny. Ten kto wylosował kuleczkę i się wykazał albo zginą w walce już nie bierze udziału w losowaniu. Jak drużyna pokona ostaną próbę wszyscy ponownie losuje kuleczkę czerwoną, a ten kto ją wylosuje może wziąć kryształ, znajdujący się w świątyni na samej górze. Niech droga Pani pamięta, tylko ten członek drużyny. Wtedy cała drużyna śmiałków może wracać i wyjść z lasu. – Po czym zwrócił się do Robin. – Mój Pan, Pan Lobo, prosił abym od niego pozdrowił Pani brata. I żeby Pani się nie martwiła bo Tobias ma się dobrze, Pan Lobo nie pozwoli, aby znowu coś mu się stało.
Robin się tylko krzywo uśmiechnęła, a Zgredek zniknął.
brpg : gracz Robin, jako troche przerośnięty Wilczek... 2004-06-27 21:09:11
skomentuj (14)


Nakomi otworzyła oczy. Nad lasem widać było skumulowane zaklęcia. Niebo przybrało dziwny kolor. Po chwili Nakomi poczuła czucie ." czyli zaraz bedę mogła wstać!" I faktycznie. Po chwili Nakomi stała (ledwo ale stała) na nogach. Zauważyła że nie jest tam gdzie wszyscy. Powolutku, aby nie przemęczyć i tak osłabionego organizmu weszła w..inaczej tego nie dało sie opisać cmentarz. Zauważyła szybko zbliżającą się postać. Po chwili rozpoznała Robin.
-Szkoda że ja nie brałam w tym udziału -powiedziała słabo.
-Co się stało dlaczego zemdlałaś?- spytała się Marishka i nagle udzielił się jej złośliwy charakterek -czyżby słynna Nakomi Blackhart mdlała po każdym zaklęciu które rzuci?
-Odwal się -mruknęła słabo Nakomi. Powoli robiło się jej niedobrze
-Nie no to nowość... tego o tobie jeszcze nisłyszałam-kpiła dalej Marishka
-Wcale się jej nie dziwię -powiedział Reiver -to było bardzo potężne zaklęcie wezwania światła..w sumie to sie nie zdziwię jeżeli jutro nie wzejdzie słońce
-Co? -Marishka wyglądała na zdumioną
-To że elfia magia polega na kożystaniu z zasobów natury. Ja wezwałam światło. I to na bardzo długo. I do tego bardzo mocne.
-Bardzo długo?! Przecież to trwało zaledwie parę sekund!
-Ech! Nie chcę wam nic mówić ale jestem głodna -powiedziała Nakomi zmieniając temat.
-..........co masz na myśli głodna?-spytała słabo Robin
-Jak by ci to powiedzieć -zaczęła złosliwie Marishka- Nakomi jest w końcu pół wampirem...
-Nie strasz jej głupia! Ja w przeciwieństwie do was mogę też posilic sie energią roślin -powiedziała Nakomi -poczekajcie chwilę -powiedziała i znikła im z oczu. Po chwili nie trwającej nawet minutę wróciła.
-Już? -spytała się Robin.
-Tak a nie widać? -Nakomi wyglądała jakby przed chwilą wypiła eliksir uzdrawiający.
-Idziemy? Mam zamiar wydostać się z tego cholernego lasu! - warknęła Valshazeera.
-Nie martw się my też -powiedziała Marishka
Ruszyli dalej przed siebie.
-Gdzie jest ta przeklęta świątynia!!!!
-złościła się Robin
-Tam -powiedziała Marishka wskazując jakąś mroczną budowlę.
-Wiecie coś za łatwo poszło- powiedziała Valshazeera.
-Ty też to zauważyłaś? -powiedział Reiver.
-Za szybko, za łatwo -zgodziła się z nimi Nakomi
-Ale nie pozostaje nam nic innego niż sprawdzić tą świątynię -powiedziała Robin
Nakomi poszła pierwsza. Nagle zderzyła się z czymś i upadła.
-Czy ty masz zamiar się zbić? -spytała Marishka.
-Nie ale ta ściana napewno.
Reiver podszedł do ściany
-Potężne zaklęcie tarczy -powiedział
-Taaa? I do tego na hasło -powiedziała Nakomi
-No to klapa -powiedziała Robin -chyba że ktoś z was zna hasło w co wątpię
-Kurwa! A tak blisk...-nie dokończyła Valshazeera, bo w wpołowie przeźroczystej ścianie otworzyło się wejście.
-Brawo Valshazeera jesteś niezła -powiedziała nakomi i weszła w przejście....

brpg : gracz Nakomi 2004-06-27 20:32:18
skomentuj (0)

Robin złapała nieprzytomną Nakomi która właśnie miała rąbnąć w ziemię. Dookoła było pełno troli, nadal oślepionych, ale było od początku wiadomo że nie na długo.
-Valshazeera, weź ją gdzieś na bok i użyj jakiegoś zaklęcia uzdrawiającego, ja nie potrafię w takim hałasie, a Ty możesz. – Krzyknęła i położyła Nakomi w rękach wampirzycy, która szybko zabrała ją trochę dalej.
Robin dołączyła do Reivera i Marishki, którzy po kolei ścinali głowy trolom. W pewnym momencie trole odzyskały wzrok.
-Teraz będzie o wiele trudniej - powiedział Reiver.
-Jakbym nie wiedziała. – Odrzuciła Robin raniąc kolejnego trola.
Potworów pojawiało się coraz więcej, dołączyła do nich Valshazeera.
-Rzuciłam na nią zaklęcie maskujące, trole jej nie znajdą, powoli dochodzi do siebie.
Dalej walczyli... (A jak inaczej?)
-Słuchajcie, tak ich nie pokonamy. Spróbujmy ich skupić w jednym miejscu i rzucić jakieś większe zaklęcie. – Krzyknęła Robin.
Wszyscy skinęli głową na „tak”. W końcu udało im się zbawić w jedno miejsce, i każdy rzucił jedno ze swoich zaklęć. Dokładnie nie było widać jakie, bo las zapłoną (nie, on tylko się świecił nie płoną) światłami różnych kolorów. Mogę tylko powiedzieć że Robin złożyła swoje miecze w jeden, który rozbłysną światłem biłam mieszającym się z czarnym i rozcięła jednym tknięciem po kilkanaście troli (nie trafiła w żadnego wampira nie martwcie się). Gdy wszystko ucichło, ujrzeli tylko pobojowisko, palące się ciała troli. Robin upadła na ziemię ciężko dysząc.
-Jednak trochę przesadziłam. – Spojrzała się na rozcięte na pół trole, a za nimi po kilka rzędów drzew (pociętych). – Val gdzie Nako?!
-Za skałą, tam dalej – odpowiedziała wampirzyca – i nie zdrabniaj mojego imienia!
Robin właśnie miała pójść zobaczyć co z nią, gdy nagle za skały wyszła Nakomi, trochę się chwiejąc na nogach.
-Szkoda że ja nie brałam w tym udziału.
Wszyscy wyczuwali energię która nadal unosiła się w powietrzu. Robin była pełna tej energii jej miecz też. Marishka, zleciała na ziemię, przybierając tą ładniejszą postać. Reiver jak stał tak stał, po nim nigdy niczego nie można było się spodziewać. Valshazeera też stała spokojnie, ale po niej przynajmniej było widać jakąś oznakę zmęczenia.
brpg : gracz Robin 2004-06-27 19:59:06
skomentuj (2)


Nakomi uniosła wysoko rękę i wypowiedziała jakies niezrozumiałe dla innych słowa. W jej ręce pojawiła się świetlista kula, która oświetlała niewielki skrawek lasu. Wszyscy się na nią spojżeli
-No co?! Ja wolę widzieć dokładnie co mam przed nosem! -powiedziała szybko i pierwsza zagłębiła się w las.
-Nako...poczekaj! Skąd wiesz dokąd iść? -zawołała Robin
-Zdaję się na farta! -odkrzyknęła Nakomi.
Robin spojżała się na resztę grupy westchnęła, wzruszyła ramionami i ruszyła z Nako.
Marishka, Valshazeera i Reiver pozostali pogrążeni w ciemnościach. Po chwili Nakomi ujżała w delikatnym świetle iż (chcąc nie chcąc)oni także przyłączyli sie do tego pochodu.
-Czy ktos z was ma jakiekolwiek pojęcie o tym lesie??? -spytała się po godzinie Nakomi
-Nie a czemu pytasz - spytał się Reiver.
-Hm... może dlatego że kręcimy się w kółko?!?! -powiedziała złosliwie Marishka.
-Nie pomyliłaś się -powiedziała Nakomi -już tutaj byliśmy.
-Aż czuć tutaj magią...- powiedziała Valshazeera.
-Taaaak i wielkimi obrzydliwymi trolamii -powiedziała Nakomi zatrzymując się.
-Chciałas powiedzieć całą hordą- powiedziała Robin i wyjęła miecze.
Marishka, Valshazeera i Reiver rozejżeli się. Otaczała ich spora grupka wielkich troli
-Jak myślicie..czy są oni przyjaźnie nastawieni? -spytała się Nakomi.
-A widzisz gdzieś kwiaty i herbatkę na powitanie?
-E.. niebardzo..wolicie walczyc w ciemnościach czy w świetle? -spytała się Nakomi.
-Trole sa prawie ślepe w dzień... lepiej przy świetle ale takim dziennym - powiedziała Valshazeera.
-To sie da zrobić...tylko ktoś będzie mnie musiał chronić -powiedziała Nakomi.
-A czemu -spytała się Marishka.
-Bo elfia magia wyczerpuje fizycznie...a ten czar jest bardzo męczący.
-Dobra ja mogę chronić cie Nako -odpowiedziała wesoło Robin
Nakomi juz miała się brać za zaklęcie gdy Marishka zadała pytanie:
-Ale na nas to nie zadziała..tak jak prawdziwe światło???
-Nie oczywiście że nie....
Nakomi skupiła sie bardzo. Przez jej koncentracje przelatywały tylko odgłosy walki...niczego nie widziała. Nagle poczuła ogromną moc w jej ręku " ..pamiętaj dziecko... magię wykożystuj w jej najmocniejszym skupieniu".. przypomniały sie jej słowa nauczyciela. Przez jej zamknięte powieki dotarła jasność, którą sama wyczarowała... po chwili odgłosy walki ucichły..walka się skończyła, mogła więc spokojnie cofnąć zaklęcie... Pociemniało jej przed oczami..nagle poczuła że traci kontakt zeświatem rzeczywistym.."tylko nie teraz!" zdążyła pomyśleć. Usłyszała tylko krzyk Robin "Nako!" i straciła przytomność...
brpg : gracz Nakomi (a jakże) 2004-06-27 19:26:09
skomentuj (2)

Po tym jak znudziło się całemu zgromadzeniu podziwianie miecza Nakomi, Robin powiedziała:
-Zaraz wyjdę z siebie i stanę obok. Po co my tu siedzimy?! Tak nic nie zdziałamy!
Wszyscy na nią się popatrzyli, najwyraźniej humor jej wrócił po jej wcześniejszym wystąpieniu. Odeszła od nich na kilka metrów, wszystko wydawało się być w porządku, gdy nagle obsypał ich dookoła deszcz płonących strzał, zostali uwięzieni w płonącym kręgu.
Wszyscy powyjmowali swoje bronie.
-Reiver czy to po Ciebie? – Zapytała się Marishka, zmieniając się w ta brzydszą postać.
-Nie to... – Odpowiedział.
-Lobo. – Powiedziały równo Robin i Valshazeera.
Na zewnątrz kręgu pojawiła się czerwona kula, która powoli przybrała postać człowieka, po pewnym czasie, aż ukazał się przed nimi mężczyzna o długich kruczo czarnych włosach i czerwonych oczach. Był wysoki, ubrany był w czerwono czarną szatę obwieszoną klejnotami, w prawej dłoni trzymał miecz.
-Witam was – przywitał się, zmęczonym, tajemniczym głosem – Dziękuje że przybyliście, oczywiście myślałem że przywitam was w głębi lasu, ale to tez jest dobre miejsce...
Przerwał na chwile aby ogarnąć wszystkich swoim krwistym (a jak miałam inaczej napisać?) wzrokiem.
-A więc jak napisałem każdemu z was w liście, chcę was sprawdzić czy się nadajecie...
-Na co. – Przerwała mu Nakomi.
-Nie przerywaj mi dziecko! – Krzyknął i z wściekłości rzucił na nią jakieś zaklęcie, jednak Nakomi szybko odskoczyła na bok, a zaklęcie zrobiło wielką dziurę w miejscu gdzie stała.
-A wiec chciałem wam powiedzieć, przed tym jak mi bezwstydnie, to dziecko przerwało że chce was sprawdzić czy się nadajecie. Już mówię...
Znowu przerwał
-Nadajecie na moich wrogów.
Wszyscy mieli miny (oprócz Reivera, on nie ma żuchwy) jakby wyłączyli sobie umysły, bo się im przegrzały.
-Nie patrzcie tak na mnie... Ja tylko chce sobie starannie wybrać wrogów. Wiedzcie że niedługo rozpęta się wojna która będzie dla was i dla wszystkich żałosnych istot żyjących na tym świecie piekłem, którą ja rozpętam.
Ponownie zawiesił głos.
-Pewnie zastanawiacie czemu to mówię, moim przyszłym wrogom, i teraźniejszym – tu spojrzał na Robin – ja wam tylko daje jak y młodzi to mówicie, daje wam fory...
W tym momencie każdego z obecnych, oprócz Lobo otoczyła zielona mgiełka.
-Radził bym nie wychodzić z tego pola, dokupi nie zniknie, dzięki temu zaklęciu będę mieć pewność że nie wyjdziecie z lasu, bez kryształu znajdującego się w świątyni w samym środku lasu. Jak go zdobędziecie będę wiedzieć że mam zaszczyt walczyć z prawdziwymi wojownikami? A jak nie, to trudno, znajdę inną drużynę...
Odwrócił się. - A tak, postoicie tak nie więcej niż 5minut, potem mgła zniknie. Życzę powodzenia... – Po czym dodał, już nie tym zmęczonym głosem, tylko silnym i zdecydowanym. – Będzie wam potrzebne. Robin pozdrów brata...
Zniknął.
-Co on miał na myśli mówiąc drużyny? – Zapytała się Nakomi, gdy mgiełka zniknęła, tak samo szybko jak i Lobo...
Valshazeera chciała już jej odpowiedzieć, ale zrezygnowała.
-To jak idziemy, te zaklęcie nie pozwoli nam stąd wyjść, nie mamy innego wyjścia. Chyba że ktoś ma zaklęcie na złamanie tej pieczęci?... – Powiedziała Robin, po czym rozłożyła swój miecz na dwa mniejsze i schowała je za plecy. (Wiecie jak się nosi czasem miecze, tak z tyłu). Była znowu uśmiechnięta. Cieszyła się że ma okazję dorwać Lobo i go zabić. Po za tym uwielbiała nie bezpieczeństwo...
brpg : gracz Robin z małą pomocą Nakomi... 2004-06-27 18:58:36
skomentuj (1)


(No dobra trochę się zgubiłam..ale co tam..)
Nakomi uważnie obserwowała nowo poznaną wampirzycę. Nie podobało jej się to...zawsze od dziecka podróżowała sama, nigdy jej to nie przeszkadzało, ale teraz... dwie wampirzyce, jeden człowiek i jeden nieumarły. Od jakiegoś czasu siedziały w lesie, do tego nieumarły gdzieś zniknął. W końcu postanowiła przerwać ciszę, która zapadła po dość dziwnej reakcji Robin.
-Zaczynam się nudzić....
-Nie nowość Nako -odpowiedziała złośliwie Marishka.
Nakomi spojżała się na wampirzycę i wyjęła miecz dwusieczny.
-A ty co? -Marishka przyglądała się broni. Każdy chyba na świecie słyszał o broni, którą słynna już jako młoda dziewczyna Nakomi zabiła tysiące potworków
-Trzeba oczyścić -odppowiedziała spokojnie Nakomi.
-A właśnie powiedz mi ... z czego jest ten miecz?
-To jest elfi wyrób..bardzo żadka rzecz. ostrze tego miecza potrafi ściąć nawet mocne stare drzewo. Jak go nazwałaś? -spytała się Valshazeera.
-......-Nakomi poprostu wcięło -skąd...skąd wiesz?
-Cóż powiem tak
Wszyscy uważnie spojrzeli na wampirzycę, ta odczekała chwilę trzymając wszystkich w niewiedzy po czy odpowiedziała
-To tajemnica^^
-Mogłam się czegoś takiego spodziewać -odpowiedziała Marishka
-Alfa -powiedział Nakomi
-Że jak? -spytała się Marishka
-Alfa, mój miecz ma na imię Alfa
-A czemu tak? -spytała sie Robin
-Alfa...znaczy początek...dziwne imię jak na miecz -odpowiedziała Marishka
Nakomi usmiechnęła sie tajemniczo. Valshazeera uważnie wpatrywała się w miecz
-Pokarzesz??? -spytała się.
Nakomi nieodpowiedziała tylko wyjeła jedwabną chustkę koloru błękitnego i bardzo delikatnie potarła ostrze miecza.
Ku zdziwieniu wszystkich (wyłączając Nakomi) miecz wydał z siebie dziwne dźwięki
-Niesamowite...Miecz Emocji! -Valshazeera patrzyła na niego bardzo zaskoczona -nie spodziewałam sie czegoś takiego.
-Miecz emocji...ogromna żadkość-mruknęła cicho Robin
-Czy elfie miecze zawsze są jakoś połączone z właścicielem? -spytała się Valshazeera
-Tak- odpowiedziała Nakomi - gdybyś chiała mi zabrać miecz, nie dałabyś rady, a nawet gdyby to nie potrafiłabys nim sie posługiwać. Naprawdę zadziwia mnie twoja wiedza wampirzyco. Wiesz tyle a o elfich mieczach prawie nic nie rozumiem tego.
-Hm...to także jest tajemnica^^.... po drugie, wracając do sprawy miecza, ten jest połączony z tobą emocjonalnie co bardzo pomaga ci w walce prawda?
-Hm..teraz ja powiem że to tajemnica^^ -odpowiedziała Nakomi
brpg : gracz Nakomi 2004-06-27 15:18:51
skomentuj (4)

Robin była trochę rozkojarzona. Nie lubiła jak ktoś jej rozkazuje, wolała rozkazywać. Czuła się też trochę dziwnie, była przecież jedyną śmiertelną. – To się niedługo zmieni – Uśmiechnęła się krzywo. Dokładnie przyglądała się każdemu wampirowi, Mar i Nakomi znała, za to przyglądała się uważnie Reiveowi, który ją strasznie denerwował, wyczuwała że od niego bije inna energia niż od większości wampirów i ta jego aura była bardzo odpychająca – i jeszcze nie ma żuchwy – A Valshazeera tym że wiedziała o nałogu Tobiasa. – Przynajmniej nie wie dlaczego.
-Super, wampiry... Jakbym wiedziała że tak będzie i musiała siedzieć w jakiejś nieodpowiednio dobranej grupce to bym nie wychodziła z domu. – Powiedziała od niechcenia.
-Przecież Lobo chce was sprawdzić w Dzikim Lesie, a Ty go chcesz dopaść. – Odpowiedziała szybko i bez zastanowienia Valshazeera.
-Ty mnie irytujesz swoją wiedzą. Tak, i wiedz że go tym razem zabije.
Nikt nic nie powiedział. Wszyscy obecni byli trochę zdziwieni zachowaniem Robin, ponieważ od początku jak ją zobaczyli była uśmiechnięta i wyglądała na trochę nieodpowiedzialną smarkule. Po tym krótkim dialogu wszyscy zauważyli że jest silnym wojownikiem i lepiej z nią nie zadzierać.
brpg : gracz Robin 2004-06-27 12:05:47
skomentuj (0)


Reiver spojrzal na grupke otaczajaca go i stwierdzil macie 10 minut aby stad uciec zaraz bedzie tu pelno Wampirow i jeden najsilniejszy, raczej zmasakruje wasze dusze mojej nie zdola ucieknijcie na koniec lasu tam sie mozemy spotkac...
Wampiry i Wilkolak troche przymuszone ruszyly do lasu...Reiver czekal az nadejdzie Worok < bo tak sie nazywa ow poterzny Wampir > nie czekal dlugo zaraz pjawil sie przed nim, Reiver szepnal :
- Nie rzomuiem tylko jednej rzeczy...co tam bylo ze mnie scigacie ???
Worok odrzekl sucho - Pokoj co prawda rzdko sie to zdarza ale z nimi nie mielismy szans i jednym slowem pomysleli ze to co immego ale przez ciebie !!!- Wyjal miecz i stanal w pozycji do ataku. Reiver zas podlecial w gore wymujac siepacza i siepacz od razu zaczl sie swiecic. Zaczeli krazyc po skale- wpatrujac sie w siebie. Worok Pzrobil wymach na glowe z mysla ze zmyli Reivera Reiver jednak sparowal cios ktory zmienil bieg na pchniecie w brzuch. Walka trwala dosc krotko Reiver w koncu nie wiele mysla c wlaz w cialo Woroka i schowal swoj miecz...Reiver w ciele Woroka poszybowal na konec lasu gdzie byla juz reszta...Lecz jak zobazyly jakas inna postac ladujaca przy nich wyjely bron, Reiver powiedzial:
- Spokojnie to tylko ja Wcielilem sie w wroga jak nie wierzycie moge pokazac ze nie mam zuchwy < Jak Reiver wcieli sie w kogos to poprostu zostaje jego ksztalt i cechy i bronie i ubranie ale wyglad tylko sie naklada na pierwotna postac >
Pokazal....wzuudzil tym lekkie obrzydzenie ale staral sie o tym zapomniec stwierdzil :
- Droga wolna mozemy wracac...
----------------------------------------
Dwie sprawy :
1. Soy za maly sens noty ale jest rano...
2. Jade na tydzien na dzialke wiec nie bede pisal not :C ale potem dojde :D
brpg : gracz Reiver 2004-06-27 09:40:28
skomentuj (0)

Valshazeera niezadowolona z obrotu sytuacji, wstała i gdy Reiver zniknął na chwilę postanowiła przedstawić się.
- Witaj Robin. Nazywam się Valshazeera Isis van Hellsing. A te dwie ‘płotki’ to z pewnością Nakomi Blackhart, łowca różnych potworków i Mirashka Ovaiova, tutejszy postrach małych bezbronnych dzieci.
- Zgadłaś. – powiedziała Robin.
- Nie zgadłam ja to po prostu wiem. – odparła wampirzyca nadal paląc cygaro.
– Odłóż ten miecz słonko, nie przyda ci się, nie mamy złych zamiarów. – powiedziała ze stoickim spokojem, po chwili dodała. – przynajmniej ja nie mam.
Powrócił Reiver, jednak Robin nadal trzymała swój miecz.
- Ja mówię serio, nie mamy złych zamiarów, możecie odłożyć broń. – Valshazeera spojrzała na Nakomi i Marishkę. Podniosła swój kapelusz i założyła zawadiacko przekręcając go na prawą stronę.
- Nie będziemy z wami rozmawiać jeśli nie odłożycie broni, widzicie ja jej nie mam. – powiedziała, oczywiście było to kłamstwo, bo broń miała zawsze i wszędzie. Nikt nie mógł zabrać jej znajomości zaklęć i formuł.
Po chwili milczenia grupka składająca się z dwóch wampirzyc i wilkołaka powoli odłożyła broń. Valshazeera postanowiła przerwać milczenie.
- Jak tam brat, Robin? – spytała czarodziejka nagle. – Nadal pije?
- Skąd wiesz...? – spytała podirytowana Robin.
- Po prostu wiem, nie pytaj skąd, za dużo by trzeba było wyjaśnić.
Wampirzyca zamyśliła się, dziwnie się dobrały, stwierdziła, dwie wampirzyce i wilkołak. Coś tu jest nie tak.
brpg : gracz Valshazeera 2004-06-26 23:44:04
skomentuj (3)


Reiver trochr zdziwiony obrotem akcji wstal odpowiedzial najpierw Valshazeer'rze. Poniewaz zobaczyl nadchodzace Wampira i Wilkolaka ktore wczesniej spotkal. Mow mi Reiver. Nie mam zlych zamiarow a niestety kulki ci nie zaloze od razu...Klan "Czarnej rozy" sciaga mnie z cala reszta istnijacych kalnow chca mnie zabic bo...za malo sie znam, ale ja jestem niesmiertaelny dzieki pewnemu Siepaczu...zadnych skutkow ubocznych. Obrozil sie na piecie i powiedzial do Wilkolaka :
- Tu jest tyle Wampirow z powodu mnie...
Reiver postanowil zalozyc kule Valshazeer'rze, natychmiast wszedl do swiata dusz i zrobil swoje po czym wyszedl...
brpg : gracz Reiver 2004-06-26 22:28:41
skomentuj (0)

-Mar, weź się za tego dzieciaka i idziemy po Nako, tu się roi zbyt dużo wampirów i tym podobnych dziwadeł. Widziałaś tego faceta, aż mnie ciarki przeszły.
Marishka szybko zanurkowała w powietrzu i schwytała jakieś dziecko.
Zupełnie jak w Dzikim Lesie – pomyślała Robin, odwracając się od Mar, która właśnie jadła „kolacje”.
-Już.- Powiedziała wampirzyca.
-Super.- Odpowiedziała Robin, lekko się krzywiąc. - Zapach Nakomi dochodzi z mojego domu, pewnie już wróciła.
Poszły w stronę domu.
-Nakomi. - Krzyknęła Robin, widząc Nako przed domem.
-A gdzie wy wszystkie się podziałyście, zdziwiłam się jak zastałam tylko Tobiasa na kacu.
-Wiem... Chodźmy, w lesie coś się szykuje, a i tak powinnyśmy się zbierać. Przecież zaproszono nas na „zabawę”.... Nako płakałaś?
-Co? Coś Ty...
-Dobrze... Rozumiem... – Powiedziała nie pewnie Robin, dobrze wiedziała że nie wypytuje się elfów o różne rzeczy.
I jak pewnie się wszyscy domyślają poszły w stronę lasu. Marishka przybrała swoją drugą postać (tą taką brzydką) na jego skraju, a Nako i Robin przyszykowały swoją broń. Nie zaczynały rozmowy, tak dokładnie nie wiem czemu, może im się nie chciało, albo miały ku temu powody. Za to usłyszały rozmowę dwóch osób. Jakiejś kobiety, z mężczyzną. Od razu zrozumiały że ową kobietą była wampirzyca, a mężczyzną ten dziwny zakapturzony facet.
-O... Chyba przeszkadzamy. Cześć. Jestem Michelle Natasha Robin Tazrot z pewnością już o mnie słyszeliście ^__^. A te z tyły to takie płotki (oczywiście nie zwróciła uwagi na wściekłe Mar i Nako) – Robin jak zwykle uśmiechnięta i beztroska, ale nadal trzymająca mocno swój miecz. Zwróciła się do zakapturzonego mężczyzny.- My się już spotkaliśmy... Nie zaatakowałeś Mar, więc może mi powiesz czemu tu się aż tyle wampirów kręci?...
brpg : gracz Robin 2004-06-26 21:56:36
skomentuj (0)

Jadąc Valshazeera zobaczyła jakąś postać na dachu jednego z domków w miasteczku, jednak gdy odwróciła się żeby się jej lepiej przyjrzeć, postaci już tam nie było.
- Dziwne rzeczy się tu dzieją – powiedziała nie mając pojęcia co ją za chwilę spotka.
Zsiadła z konia i podeszła do Anathemy, jednak nim ta zdążyła jej cokolwiek powiedzieć, coś niewidzialnego porwało Valshazeerę, która zaskoczona zaczęła się szamotać. Gdy zorientowała się, że to na nic uspokoiła się. Gdy wylądowali zdjęła natychmiast niewidzialność z postaci i czekała na dalszy rozwój wydarzeń.
- Jestem Reiver Strowl, Wampir… chcę wyjaśnić dlaczego cię tu zabrałem…
- Mów! – krzyknęła w złości, jednak już zaczęła myśleć czy aby nie zna nazwiska Strowl…
Powiedział, że jest łowcą dusz, po czym wampirzyca odsunęła się, by zachować ‘bezpieczną’ odległość. Wyjaśnił jej dlaczego zakłada na wszystkie wampiry (i nie-wampiry) w okolicy kule dusz.
- Aha – odparła udając zdziwienie, a tak naprawdę ciągle myśląc o tym nazwisku, które wydawało się jej, że skądś zna. Nagle przypomniało jej się. Tak! Reiver Strowl – drow, wampir, nieumarły, łowca dusz, cholernie niebezpieczny, który nie ma… nie ma żuchwy.
Ukradkiem spojrzała na Reivera, na okolice dolnej szczęki, ale zobaczyła tylko, że miejsce to zostało zasłonięte szalem. Lepiej nie mieć na pieńku z kimś takim, pomyślała i przedstawiła się.
- Miło mi jestem Valshazeera Isis van Hellsing z klanu Bastra. – uśmiechnęłą się odsłaniając dwa białe kiełki. – w przyszłości mógłbyś mnie uprzedzać, a nie od razu porywać, dobrze Drowie? Może wolisz żebym Cię tytułowała Wampirem, albo Nieumarłym?
Nie czekała na odpowiedź. Na usta cisnęło jej się wiele pytań, ale nie za bardzo wiedziała jak je zadać. A co mi tam, pomyślała i zadała wszystkie na raz.
- Jaki to klan? Dlaczego chcą zniszczyć wszystkie wampiry w okolicy? Co masz ty z tym wspólnego? Czemu chronisz innych? Nie martwisz się o siebie? Czy te kulki w których zamykasz nasze dusze mają jakieś… skutki uboczne? – zalała pytaniami łowcę i przeszła do najważniejszego. – Zamierzasz mi to założyć?
Usiadła spokojnie, szeleszcząc płaszczem i zdjęła kapelusz. Jednak nie udało jej się ukryć wciąż krążącej w jej żyłach adrenaliny. Zapaliła cygaro drżącą ręką i czekała na odpowiedź a w jej głowie już pojawiały się różne myśli. Czy aby na pewno on ma takie dobre zamiary? Czy to nie podstęp? Czy teraz po prostu mnie nie zabije? Czekała niepewna, co chwilę ukradkiem rzucając okiem na Reivera i sprawdzając czy aby nie robi ‘podejrzanych’ ruchów.
brpg : gracz Valshazeera 2004-06-26 20:37:08
skomentuj (0)


***

Lay by Shinigami-kun only for RPG
Guests Book

Write
look




logownik







REGULAMIN
WPROWADZENIE


Admin'ka^^gg & @


Gracze
Marishka - opis postaci
gg & @
Valshazeera-opis postaci
www & @
Shinigami-kun-opis postaci
gg & @
Nakomi-opis postaci
gg & www
Anathema- opis postaci
gg & @
Reiver- opis postaci
gg & @




Linki
Yazagoth RPG

Archiwum
2004
grudzień
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec