| Archiwum: Cudowne wampirzyce - Valshazeera & Anathema |
| Strona główna |
- Czemu mnie nie słuchacie! Panu Lobo się to nie spodoba. – krzyknął. Pstryknął palcami, a grupa znalazła się przed tajemniczym pudełkiem, po czym patrząc na siebie znacząco po kolei zaczęła losować. Valshazeera wylosowała czerwoną kulkę, więc wszyscy po niej poczuli się bezpiecznie, ale dla zasady wyjęli swoje kulki. Marishka – białą, Reiver – białą, Robin – białą, Nakomi – białą i Anathema... czerwoną. Jej towarzysze spojrzeli na nią ze zdziwieniem. Nie było jednak czasu na żadne pytania, ponieważ Valshazeera i Anathema znalazły się za gigantyczną szybą, która oddzieliła je od reszty grupy. Zauważyły, że stoją na wielkiej arenie, a przed nimi zmaterializował się Lobo Valerious. - Witajcie drogie wampirzyce! Postanowiłem, że wybiorę z waszej drużyny dwie godne mnie przeciwniczki. Anthemo i Valshazeero, jak to cudownie, że plotki na wasz temat nie kłamią i jesteście zarówno tak potężne jak i piękne. Może i powinienem dać wam jakąś próbę, ale po co czekać. – powiedział z tajemniczym uśmiechem na twarzy. - Ciekawe czy na twój temat plotki też się sprawdzą. – powiedziała Valshazeera. - Czy możemy zaczynać? - Oczywiście. – odpowiedziała Anathema z uśmiechem. Lobo zamknął oczy i w skupieniu zaczął wymawiać zaklęcia. Anathema wyciągnęła swój półtoraręczny miecz i zaatakowała Valeriousa, który niespodziewanie zniknął i pojawił się przed Valshazeerą rzucając na nią zaklęcie. Nastąpił wielki wybuch i całe pomieszczenie za szkłem wypełniło się dymem, a magiczka uderzyła o szybę. Anathema przewróciła się a jej miecz wyleciał z ręki i upadł daleko od niej. W tym czasie Lobo wypowiadał już następne zaklęcie. Valshazeera oszołomiona wybuchem próbowała wstać, a wojowniczka desperacko biegła w kierunku swojej broni. Liczyła się każda sekunda. Nie zdążyły. Lobo wywołał Balora i zniknął. Magiczka rzuciła czar zatrzymania czasu i tak bez pośpiechu, powolutku pokonały Biesa. Gdy czar przestał działać, pojawił się Valerious. Nie zdążył nawet zareagować gdy Valshazeera rzuciła w jego stronę wielką kulę ognia, która eksplodowała. Siła eksplozji odrzuciła go w tył wprost na ostrze miecza Anathemy, która już na niego czekała. Szklane pomieszczenie wypełnił potworny wrzask, krew spływała po klindze. Gdy wszystko wydawało się już przesądzone, Lobo zniknął. Po chwili pojawił się na środku areny, trzymając się za ranę i chwiejąc się na nogach wyjął dwa sztylety. Jeden rzucił w stronę Valshazeery, a jeden w stronę Anathemy. Magiczka zrobiła unik, a wojowniczka odbiła go mieczem. Jednak zaraz potem Lobo rzucił następny, który wbił się jej w nogę. Wampirzyca upadła a jej przyjaciółka podbiegła do niej, wyjęła jej sztylet z nogi i rzuciła magowi w oko. Valerious zawył z bólu, Valshazeera wyjęła miecz, Anathema podniosła się i obydwie ruszyły w jego stronę. Obie wbiły mu miecze w serce, miażdżąc jego klatkę piersiową. Wyjęły broń, a magiczka złożyła ręce w znak Akio i Lobo stanął w płomieniach. Cierpiąc straszliwe męki i umierając w agonii Lobo Valerious został unicestwiony. Jednak nic po nim nie pozostało. Wampirzyce uśmiechnęły się do siebie ocierając kurz, krew i brud z twarzy. Miały to, czego od dawna szukały – krew wielkiego Lobo, która umożliwi im opracowanie mikstury ochraniającej wampira przed światłem słonecznym. Magiczka ostrożnie zebrała krew z kling do flakonika. Szklana osłona zniknęła. Do świątyni wbiegły dwie tajemnicze postaci. - Co wy tu robicie? – zapytały zaskoczone wampirzyce. - Szukaliśmy was. Mówiłyście, że wrócicie w trzecią noc po pełni. Martwiliśmy się i postanowiliśmy was odnaleźć. - Nie mogłyśmy wrócić bo byłyśmy już tak blisko ostatniego składnika, że nie było sensu wracać. - A więc macie krew Lobo. Valshazeera uśmiechnęła się pokazując im flakonik. Tajemnicze postaci podeszły do wampirzyc i czule się z nimi przywitały. - Jak to dobrze, że wam się nic nie stało. – powiedziała jedna z nich. Reszta drużyny nadal w szoku, wpatrywała się w nieznajomych. - Kim oni są? – spytała Marishka. - To jest Wolverine – powiedziała Anathema pokazując na mężczyznę z adamantowymi ostrzami wystającymi z ręki. - A to jest Alucard – dodała wskazując na drugiego w czerwonym kapeluszu i czerwonym płaszczu. - Jak tutaj weszliście? – spytała Valshazeera. - Bez większych problemów. – powiedział Alucard. - Tylko jakiś skrzat nie pozwolił nam wejść, więc odrąbaliśmy mu głowę. – dokończył Wolverine. Nagle pojawiło się przed nimi pudełeczko i kryształ. - Teraz trzeba wylosować, kto go weźmie. – powiedziała Nako. Reiver podszedł do pudełeczka, wylosował czerwoną kulkę, a pudełko zniknęło. Zdziwiony wziął kryształ, a w tej samej chwili otworzyło się wyjście ze świątyni... brpg : gracz Cudowne wampirzyce - Valshazeera & Anathema2004-08-11 21:47:32skomentuj (2) |