| Archiwum: Nakomi... ale się rozpisałam... to się nazywa wena^^ |
| Strona główna |
Nakomi ledwie umknęła przed gradem strzał. Ale to nie wystarczyło....one poprostu były wszędzie... Mogła się jedynie pocieszać i tak słabnącą już tarczą Robin. -Cholera!!! Skąd to gówno się wzięło? -zaczęła wrzeszczeć -weźcie coś zróbcie!! Ale to było porostu nie możliwe. Mnóstwo strzał.. a po chwili zaczęły lecieć palące się... -Jasna cholera!!! Przeklęta inkwizycja!!! Wszyscy byli przez jeszcze dobrą chwilę kompletnie zdezoriętowani, lecz gdy tarcza Robin powoli zaczęła znikać wszyscy złapali się za magię Nakomi skącentrowała swą moc na wiejącym wietrze i siłą woli (z "małą" pomoca czarów) zaczęła zmieniać trajektorię lotu strzał. Mar w lot pojęła co się dzieje i zmieniła się w potwora, wzbiła się w powietrze i po chwili wylądowała i przybrała swoją ładniejszą (sorry Mar:P) postać. -I co? -Oni wybrali się na nas jakby polowali na jakąś setkę cholernie niebezpiecznych wampirów!!! Tarcza Robin mignęła raz.. potem drugi i całkowicie znikła... Mimo iż strzały nadal nie leciały na nich zza drzew zaczęli wychodzić uzbrojeni po zęby ludzie. Gdy Nako ich zobaczyła jęknęła tylko -Łowcy... Czarni Łowcy... mamy kłopoty.. i to duże... -Czarni Łowcy? -spytała Robin -nigdy nie słyszałam -Buhahaha... jasne że nie słyszałaś ale często widziałaś w akcji.... ja jestem Czarnym Łowcą... -Ty? No to problem z głowy -uśmiechnęła się szyderczo Anathema -Taak? Ja mam tylko zaliczone pirwsze pięć poziomów... dalej mieszańcom nie wolno... a ze mną miałabyś spore kłopoty w walce... a oni... na oko poziom dziewiąty mają -Taak.. ale niezauważyłaś czegoś skarbie -zaczęła Mar -oni są uzbrojeni jak na wojnę.. może i są silni... ale tracą na szybkości Nakomi tylko się zaśmiała szyderczo i wystąpiła do powoli podchodzącego mężczyzny -No no no... kogo my tu mamy... Czarna Dama.....-zaczął gostek -Martin... heh.. kopa lat -uśmiechnęła się Nakomi...z wyraźną ulgą -Chłopaki... chwilowo nie atakujcie -krzyknął na towarzyszy Martin -no więc Nakomi .. powiesz mi co tu robisz?? -Ach.. Wilku... Polowałam na nią -wskazała na Mar, która wyszczeżyła kły w pogardzie -No no no... Marishka... szukałem spryciary przez trzy lata... z przyjemnością będzie mieć jej kły na wisiorku^^ -Eh... Martin obawiam sie że nic z tego... -Co? -Dług wdzięczności...- Nakomi wiedziała że nie musi przyjacielowi nic tłumaczyć -Nako... wytłumaczysz nam to?-spytała się Robin -Nako?... Czarna Dama... Nako?? -Martin wybuchnął śmiechem... -poważnie?? -I co w tym dziwnego -spytała wojowniczo Robin -Bo ostatnio jak się widzieliśmy.. kiedy to było? Aha.. na zlocie łowców.. stary kumpel podrywał Nakomi i zdrobnił jej imię... teraz biedaczek nie może już mówić.. nie wspominając o tym że nic nie widzi... -Martin weź... to są stare dzieje... -Heh... niby... -A co ty tu robisz -Nakomi wiedziała że stąpa teraz po bardzo kruchym lodzie... trzeba się teraz bardzo ostrążnie poruszać.. bo się załamie.. reszta chyba zrozumiała powagę sytuacji i siedziała względnie cicho.. nie licząc mściwych przekleństw z ust Mar i ciekawskich pytań Robin. -Rozkazy Nakomi... Mamy złapać wałęsające się po lesie wampiry... -E... a nie da się jakoś tego załatwić.. hm.. dyplomatycznie... wiesz my się stąd wyniesiemy... wy powiecie że nie żyjemy.. -Ech... Nakomi.. wiesz może by i coś się dało... -Nic z tego Martin! -z szeregu wyłonił sie mężczyzna... Nakomi na początku go nie poznała ale po chwili -Serpens!! -Witaj Czarna Damo... Kopa lat -wysyczał wściekle... Valshazeera poruszyła się niespokojnie... tak jak wszyscy wyczuła że od tego człowieka bije takie zło i nienawiść że trudno było to popisać słowami... -Pamiętasz...Blackhart... mamy porachunki.... sprzed lat... pewne niedokończone sprawy...pamiętasz?? -Jasne... Serpens... cały czas niepotrafisz się pogodzić z porażką?? Serpens zjeżył się i siegnął po broń. To samo uczyniła Nakomi -Nie zapominaj Czarna Damo.. ja w przeciwieństwie do ciebie mam dziewiąty poziom... -Co nigdy nieprzeszkodziło mi w pojedynku z tobą... Martin stanął z uśmiechem i gestem zatrzymał wszystkich swoich kamratów... Zatrzymał tez Robin, która gotowa była natychmiast pomóc Nakomi -To jej pojedynek -szepnął cicho i uśmiechnął się.. nie martw się... raz go pokonała.. teraz też w nią wierzę... Nakomi uśmiechnęła się do swojego przeciwnika, uśmiechem, którego nie powstydziłby się żaden szanowany sadysta... Serpens zaatakował pierwszy. Teraz wszyscy zrozumieli ten szyderczy śmiech Nakomi kiedy Mar skomentowała ich sybkość. Serpens był szybki. Piekielnie szybki. Nakomi ledwo parowała jego ciosy. Widać było iż ciężka zbroja osłaniająca ciało Serpensa w niczym mu nieprzeszkadza. Jednak już pochwili zrozumieli co znaczy bycie Czarnym Łowca.. i do tego pół wampirem pół elfem. Wampirza siła bardzo pomogła Nakomi, a elfia zręczność dopełaniała obrazy wyrównanej walki. Ciosy były zadawane tak szybko iż trudno było zauważyć kiedy i gdzie padnie cios. Pchnięcie, cięcie, parowanie i znów. Nagle Ana krzyknęła -Uwaga! Ale było za późno. Serpens użył magii i jednym celnym ruchem ręki posłał Nakomi na łopatki. -S*kinsyn!! -warknęła Nakomi -oszukujesz -A czy ktoś wspominał że to ma byc równa walka?? -Pieprz się! -warknęła Nako -Z przyjemnością.. mogę z tobą? -spytał się ironicznie i przystawił miecz do krtani Nako -ostatnie słowo przed śmiercią?? -Powiem jedno... podczas podróży czegoś się nauczyłam... i teraz to wykorzystam Serpens poniósł brew i powiedział tylko -Nic ci to nie pomoże. Reiver natychmiast zrozumiał o co Nakomi chodzi i przesłał telepatycznie towarzyszom wiadomość.."radzę zatkać uszy" Nakomi wydarła się tak głośno i tak wysokim tonem że jak stwierdziła Robin.. gdyby nie zatknęła uszu straciłaby przytomność...co się stało z Serpensem. Przezył mały wstrząs Nakomi zamknęła się, podniosła, wzięła miecz w ręce, kopnęła Serpensa, a gdy ten odzyskał przytomność mruknęła tylko -Zdychaj -i przebiła mu mieczem serce. Przez chwilę wszyscy wpatrywali się w Nakomi aż w końcu Martin wybuchnął gromkim śmiechem -Cała Czarna Dama... Widze że jednak nic się nie zmieniłaś... nadal potrafisz zabić z zimną krwią... Nakomi tylko się uśmiechnęła i włożyła miecz do pochwy [ale to zabrzmiało==] -Ktoś jeszcze ma ochotę na pojedynek -warknęła zła Nakomi -ostrzegam, że oni -wskazała ręką na swoich towarzyszy -potrafią dużo.. jak nie więcej odemnie.. Uśmiech znikł z twarzy Martina -Żartujesz??.. Przeciez o ile wiem... to ty byłaś najlepsza... chyba tylko Nauczyciel potrafił cię pokonać bez uciekania się do sztuczek i podstępów. -Zawsze znajdzie się silniejszy -zacytowała słowa Nauczyciela Nakomi. Martin uśmiechnął się blado. -Ma ktoś ochotę na pojedynek -zapytał swoich kamratów... jakoś żaden nie miał ochoty -Czarna Damo.. wiesz zależy nam na kasie i ... odprowadzimy was kawałek za miasto.. i lepiej tu nie wracajcie.. żadne z was... tutaj.. będziecie legendą.... _______ ej dziewczyny.. nie ma się o co kłócić....Przeciez fabuła jest spoko a same świetnie ją złozyłyście do kupy^^ brpg : gracz Nakomi... ale się rozpisałam... to się nazywa wena^^2004-08-14 20:38:01skomentuj (3) |