Strona główna
-Je... Rządzimy... No to włazimy... – Zaśmiała się Robin dziwiąc się dlaczego tyko Nakomi podziela jej zadowolenie. – Przecież jesteśmy blisko. – Jednak dobrze wiedziała że jest zbyt łatwo. Myślała że będą iść trochę dłużej, a tu już, ściana ze zwykłym hasłem i to już.
Wyprzedziła Nakomi, która jak dotąd szła pierwsza. Była bardzo wesoła, ale nadal czujna.
Stanęli przed schodami, wysokimi schodami, bardzo wysokimi schodami.
-To jak nam walka z trolami zajęła niecałą godzinę, to wejście tam zajmie przynajmniej z trzy godziny. – Powiedziała spoglądając na szczyt świątyni, którego nie było widać. Tak szczerze to widać było schody, które prowadziły do chmur.
-Dla mnie to żaden problem, umiem latać. – Uśmiechnęła się Marishka patrząc złośliwie na Nakomi, która ukrywała zmęczenie.
-Reiver też umie latać, ja mogę użyć zaklęcia lewitacji, a wy? – Valshazeera też spojrzała się pytająco na Robin i Nako.
-Mogę wziąć Nako na mój grzbiet.- Oznajmiła wesoło Robin.
-Ciekawe jak, zamienisz się w rumaka, czy osła? - Zadrwiła Marishka, zmieniając się w tą brzydszą postać.
Robin jednak nie zwróciła na nią uwagi. Odeszła trochę dalej.
-Patrzcie i uczcie się, dzieci me... – Zażartowała. Poczym trochę jakby urosła, jej włosy które są i tak bardzo długie też urosły i przybrały szaro srebrzysty kolor, cała pokryła się taka samą sierścią i przed całym zgromadzeniem stanęła wielka piękna wilczyca. Naprawdę o wiele większa od zwyczajnych wilków.
Robin jako wilk ukucnęła obok Nakomi, aby ta mogła na nią wsiąść. Nako, poczuła miękką sierść wilka i zapach lasu, który tak bardzo lubi, jako elf.
Dwie wampirzyce i Reiver unieśli się w powietrzu i polecieli w górę, a Robin nie chcąc być gorsza szybko biegła po schodach, musząc uważać aby Nako, która i tak trzymała się jej sierści przypadkiem nie spadła. Wyprzedziły ich. Wbiegły pomiędzy chmury gdzie było zimno, tam stanęły (Robin stanęła, Nako siedziała na niej), na jakiejś platformie.
Nako, wydała z siebie ciche: „O...” I coś tam jeszcze, jakiś niezidentyfikowany odgłos. Reszta wylądowała obok nich. Znajdowali się na platformie. Gdzie było jakieś wejście a obok niego stał jakieś stworzonko? Nakomi zeszła z Robin, która zmieniła się w swoją postać i podeszła do tego czegoś?
-Przepraszam Cię stworku, czy czymkolwiek jesteś, czy to jest wejście do świątyni.
-Ja droga Pani jestem Zgredek, domowy Skrzat, na usługach Pana Lobo. To droga Pani jest wejściem do pierwszej próby. A niech droga Pani wie że prób jest tyle ile liczy członków drużyna śmiałków, która odważyła się tu wejść. Do każdej próby wchodzi cała drużyna, lecz w każdej próbie tylko jeden członek drużyny musi się wykazać. Przed każdą próbą trzeba wylosować los, jeżeli ktoś wylosuje czerwoną kuleczkę oznacza to że on ma się wykazać. Jednak może korzystać z pomocy członków drużyny. Ten kto wylosował kuleczkę i się wykazał albo zginą w walce już nie bierze udziału w losowaniu. Jak drużyna pokona ostaną próbę wszyscy ponownie losuje kuleczkę czerwoną, a ten kto ją wylosuje może wziąć kryształ, znajdujący się w świątyni na samej górze. Niech droga Pani pamięta, tylko ten członek drużyny. Wtedy cała drużyna śmiałków może wracać i wyjść z lasu. – Po czym zwrócił się do Robin. – Mój Pan, Pan Lobo, prosił abym od niego pozdrowił Pani brata. I żeby Pani się nie martwiła bo Tobias ma się dobrze, Pan Lobo nie pozwoli, aby znowu coś mu się stało.
Robin się tylko krzywo uśmiechnęła, a Zgredek zniknął.
brpg : gracz

Robin, jako troche przerośnięty Wilczek...

2004-06-27 21:09:11
skomentuj (14)