Strona główna
Po tym jak znudziło się całemu zgromadzeniu podziwianie miecza Nakomi, Robin powiedziała:
-Zaraz wyjdę z siebie i stanę obok. Po co my tu siedzimy?! Tak nic nie zdziałamy!
Wszyscy na nią się popatrzyli, najwyraźniej humor jej wrócił po jej wcześniejszym wystąpieniu. Odeszła od nich na kilka metrów, wszystko wydawało się być w porządku, gdy nagle obsypał ich dookoła deszcz płonących strzał, zostali uwięzieni w płonącym kręgu.
Wszyscy powyjmowali swoje bronie.
-Reiver czy to po Ciebie? – Zapytała się Marishka, zmieniając się w ta brzydszą postać.
-Nie to... – Odpowiedział.
-Lobo. – Powiedziały równo Robin i Valshazeera.
Na zewnątrz kręgu pojawiła się czerwona kula, która powoli przybrała postać człowieka, po pewnym czasie, aż ukazał się przed nimi mężczyzna o długich kruczo czarnych włosach i czerwonych oczach. Był wysoki, ubrany był w czerwono czarną szatę obwieszoną klejnotami, w prawej dłoni trzymał miecz.
-Witam was – przywitał się, zmęczonym, tajemniczym głosem – Dziękuje że przybyliście, oczywiście myślałem że przywitam was w głębi lasu, ale to tez jest dobre miejsce...
Przerwał na chwile aby ogarnąć wszystkich swoim krwistym (a jak miałam inaczej napisać?) wzrokiem.
-A więc jak napisałem każdemu z was w liście, chcę was sprawdzić czy się nadajecie...
-Na co. – Przerwała mu Nakomi.
-Nie przerywaj mi dziecko! – Krzyknął i z wściekłości rzucił na nią jakieś zaklęcie, jednak Nakomi szybko odskoczyła na bok, a zaklęcie zrobiło wielką dziurę w miejscu gdzie stała.
-A wiec chciałem wam powiedzieć, przed tym jak mi bezwstydnie, to dziecko przerwało że chce was sprawdzić czy się nadajecie. Już mówię...
Znowu przerwał
-Nadajecie na moich wrogów.
Wszyscy mieli miny (oprócz Reivera, on nie ma żuchwy) jakby wyłączyli sobie umysły, bo się im przegrzały.
-Nie patrzcie tak na mnie... Ja tylko chce sobie starannie wybrać wrogów. Wiedzcie że niedługo rozpęta się wojna która będzie dla was i dla wszystkich żałosnych istot żyjących na tym świecie piekłem, którą ja rozpętam.
Ponownie zawiesił głos.
-Pewnie zastanawiacie czemu to mówię, moim przyszłym wrogom, i teraźniejszym – tu spojrzał na Robin – ja wam tylko daje jak y młodzi to mówicie, daje wam fory...
W tym momencie każdego z obecnych, oprócz Lobo otoczyła zielona mgiełka.
-Radził bym nie wychodzić z tego pola, dokupi nie zniknie, dzięki temu zaklęciu będę mieć pewność że nie wyjdziecie z lasu, bez kryształu znajdującego się w świątyni w samym środku lasu. Jak go zdobędziecie będę wiedzieć że mam zaszczyt walczyć z prawdziwymi wojownikami? A jak nie, to trudno, znajdę inną drużynę...
Odwrócił się. - A tak, postoicie tak nie więcej niż 5minut, potem mgła zniknie. Życzę powodzenia... – Po czym dodał, już nie tym zmęczonym głosem, tylko silnym i zdecydowanym. – Będzie wam potrzebne. Robin pozdrów brata...
Zniknął.
-Co on miał na myśli mówiąc drużyny? – Zapytała się Nakomi, gdy mgiełka zniknęła, tak samo szybko jak i Lobo...
Valshazeera chciała już jej odpowiedzieć, ale zrezygnowała.
-To jak idziemy, te zaklęcie nie pozwoli nam stąd wyjść, nie mamy innego wyjścia. Chyba że ktoś ma zaklęcie na złamanie tej pieczęci?... – Powiedziała Robin, po czym rozłożyła swój miecz na dwa mniejsze i schowała je za plecy. (Wiecie jak się nosi czasem miecze, tak z tyłu). Była znowu uśmiechnięta. Cieszyła się że ma okazję dorwać Lobo i go zabić. Po za tym uwielbiała nie bezpieczeństwo...
brpg : gracz

Robin z małą pomocą Nakomi...

2004-06-27 18:58:36
skomentuj (1)